Nowoczesna firma

Subskrybuj Kanał Nowoczesna firma Nowoczesna firma
Zaktualizowano: 1 godzina 51 min. temu

Zwyczaje zakupowe Polaków. ShoppingShow - edycja 2013

pon., 05/20/2013 - 09:00

 

Marki nadal zaciekle walczą o każdego klienta. Ale tzw. SMART konsument już nie daje się robić w “trąbę” i poszukuje najlepszej oferty dla siebie. I wcale nie chodzi o najtańszą ofertę. Showrooming druzgocze latami pielęgnowaną strategię sprzedaży wielkopowierzchniowych sklepów z elektroniką czy odzieżą. A konsument umacnia marketerów w przekonaniu, że efekt “REPO – Research Online, Purchase Offline” to fakt.

 

Inną ważną i wręcz zaskakującą informacją jest fakt, że sieć Biedronka stała się czwartą największą firmą w Polsce, po Orlen, PGNiG i PGE. Co ciekawe, zagląda do niej najczęściej młodzież w wieku 15-24 lata.

 

Powyższe to ledwie garstka zaskakujących danych i wniosków z rynku Retail&Fashion, jakie przeanalizowaliśmy lub skonfrontowaliśmy, a które wydarzyły się w ciągu ostatnich dwóch lat. Niniejszy materiał stanowi podsumowanie najistotniejszych trendów, wątków, wydarzeń, ciekawostek, ale także zjawisk i nowości, które kształtowały i nadal kształtują rynek retailowy w Polsce. To zarazem kwintesencja wielu badań, jakie zrealizowano w ostatnim czasie przez firmy badawcze na terenie naszego kraju i nie tylko, o tematyce zwyczajów, nawyków i potrzeb konsumentów oraz kondycji i funkcjonowaniu branży retail. W “ShoppingShow” skupiamy się na tym, aby te wszystkie badania podsumować i zestawić w skondensowanej wersji. Mamy też nadzieję przyczynić się do dalszej promocji i upowszechniania wiedzy zawartej w zebranych danych i obserwacjach. Zdecydowana większość z nich w bardzo konkretny sposób mogłaby lub nawet powinna zostać przełożona na decyzje operacyjne w wielu firmach. Życzymy miłej lektury.

Część 1. Jak zmienia się retail w Polsce?

Raport “ShoppingShow edycja 2013”, daje jednoznacznie wyraz temu, że retail w Polsce:

 

  • - unowocześnia się za sprawą wdrażania nowych technologii,
  • - udoskonala się poprzez konsolidację ale też wzrost konkurencyjności i zwiększenie wydatków na szkolenia jakościowe, które podnoszą kwalifikację personelu,
  • - upowszechnia się dzięki rozwojowi kanałów e-commerce,
  • - uatrakcyjnia, bo rynek zaczyna wpisywać się w oczekiwania i potrzeby konsumentów

 

 

Na zmianę retailu w Polsce ma wpływ szereg czynników, które szczegółowo opisujemy i rozwijamy w raporcie. Można je podzielić na dwa obszary:

1. Zmiana rynku i branży pod wpływem zachowań konsumenckich:

 

  • - technologia
  • - hiperkonkurencja oraz nadmiar ofert (łowcy promocji)
  • - e-commerce
  • - efekt “ROPO, Research Online Purchase Offline”
  • - showrooming
  • - zakupy grupowe
  • - rosnąca świadomość konsumentów

 

2. Zmiana rynku retail pod wpływem aktywności samej branży oraz uwarunkowań rynkowych:

 

  • - wchodzenie dużych sieci do mniejszych miejscowości
  • - marki własne
  • - konsolidacja i przetasowania rynkowe
  • - długi
  • - kryzys

 

 

Można stwierdzić, że przeciągająca się atmosfera kryzysu, jednych przedsiębiorców zdążyła przygnębić, innych zmotywować do czynnej odsieczy i działania. Ci pierwsi zaliczają się do grona przedsiębiorców, którzy z różnych względów ponieśli porażkę. Ich firmy upadły, albo stoją w miejscu i nie rozwijają się, czekając być może na oficjalne obwieszczenie, że kryzys minął. Ci drudzy stoją za sukcesami firm e-commerce, za przedsiębiorstwami, które bezpardonowo wdrażają nowe technologie i nie boją się oferować swoich innowacyjnych dóbr tym konsumentom, którzy postanowili nie zmieniać swoich nawyków ani stopy życiowej. Pomiędzy tymi dwoma grupami uczestników rynkowych znajdują się konsumenci. Ich też można by podziecić w dwojaki sposób. Na tych, którzy bacznie przyglądają się sytuacji rynkowej, a że jest nienajlepsza, to wstrzymują swoje wydatki i zamrażają na lepsze czasy, a codzienne zakupy starają się realizować w bardziej przemyślany sposób. Do drugiej grupy zaliczyliśmy konsumentów, którzy być może z racji wyższych zarobków, konsumują tyle samo, albo i więcej. To bogatsza grupa konsumentów “markowych”, ale też spora grupa klientów “aspirujących”. Rynek stał się wobec powyższego trudny i nieobliczalny.

 

Część 2. Wpływ aktywności e-commerce na sprzedaż tradycyjną

 

Sprzedaż całego e-commerce w Polsce sięgnęła w 2012 r. 21,5 mld. By uzmysłowić sobie skalę wzrostu tego rynku w ostatnich latach, warto przypomnieć, że dziesięć lat temu handel internetowy w Polsce miał wartość 330 mln zł, czyli 1,5 proc. wartości z 2012 roku, a pięć lat temu był wart 5 mld zł, czyli około 23 proc. wartości z zeszłego roku. Rok 2013 ma być kolejnym okresem dwucyfrowej dynamiki wzrostu rynku e-commerce w Polsce, a w 2014 przekroczy 4 proc. wartości całkowitej sprzedaży detalicznej.

Szybkie tempo rozwoju e-commerce będzie przekładać się na konsumentów oraz w ogóle na zachowania branży retail poprzez:

 

  • - coraz większą dostępność do platform sprzedażowych
  • - coraz łatwiejsze sposoby płatności
  • - coraz większe zaufanie Polaków do zakupów on-line
  • - uznanie przez branżę sprzedaży on-line za równie ważną, jak kanałem tradycyjnym
  • - dostępność urządzeń mobilnych i tym samym rozwój segmentu m-commerce (mobile boom)
  • - popularyzacja sprzedaży w mediach społecznościowych
  • - nowe aplikacje i urządzenia wspomagające sprzedaż on-line
  • - znaczne podniesienie jakości obsługi sprzedaży on-line oraz struktury i funkcjonalności e-sklepów

 

 

Rozwój segmentu e-commerce odgrywa i będzie odgrywał jeszcze większy wpływ na tradycyjny handel. Wydaje się nieuniknione, że oba obszary będą się przenikać i uzupełniać i to raczej tradycyjne sieci muszą w tej chwili szukać konstruktywnych rozwiązań, aby minimalizować swoje straty na przyszłość.

Część 3. Wpływ kryzysu na zachowania konsumenckie

Kupujemy mądrzej. Staliśmy się SMART konsumentami. Generalnie chodzi o trend “smart shoppingu”, który zrodził się z obserwacji konsumentów i ich zachowań, nawyków i postawy wobec zakupów. Termin ten jest rozumiany jako przejaw wzmożonej aktywności nabywców w cały proces zakupologii. Najprościej mówiąc chętniej sięgamy do Internetu po informacje o promocjach, rabatach, itp. Częściej skłaniamy się do tzw. rozsądnych zakupów – porównując ceny produktów.

“Smart shopping” to także próba obrony konsumentów przed pętlą zadłużenia. Wiele osób zaczyna odmawiać sobie dóbr, których po prostu nie potrzebują. Zatrważający, owczy pęd posiadania napotkał w końcu solidną kontrę. “Sprytni i myślący” konsumenci docelowo będą poszukiwać i równoważyć swoje decyzje pod kątem zakupu większości dóbr. Zresztą wszechogarniająca nas reklama, skutecznie pobudzająca nasze zmysły i chęć zakupu wielu produktów od lat traci na znaczeniu.

 

Polscy konsumenci generalnie zaczęli balansować pomiędzy półkami cenowymi. Jedne produkty są po prostu niezastąpione i wysokojakościowe przez co ich cena jest akceptowana na wyższym poziomie. Inne mają swoje tańsze odpowiedniki, a że konsument nie dostrzega różnicy w jakości, nabywa je chętniej mając poczucie nieprzepłacania.

Kryzys wpłynął na nasze zachowania konsumenckie w dwojaki sposób. Po pierwsze zmusił nas do zmiany utrwalonych przez lata nawyków konsumenckich, aby nie kupować już ad hoc, za sprawą impulsu, a w sposób przemyślany, sprytny i logiczny. Mniej emocji więcej racjonalności. Drugim ważnym elementem zmiany w naszym postępowaniu “shoppingowym” stała się technologia. Dała nam nieoceniony dostęp do nowej wiedzy o produktach oraz możliwość szukania najtańszych, interesujących nas ofert. Ale ta sama technologia dała nam też płatności komórkami, kredyty na sms, itp. Dlatego osoby bardziej analityczne mogą się doszukiwać w obu obszarach sprzeczności. Mianowicie z jednej strony konsumenci chcą być “smart”, ale z drugiej strony producenci nie chcą na tym zbyt wiele stracić. Bo o konsumentów trzeba będzie się o wiele bardziej zatroszczyć i zadbać, co podniesie znacznie ich koszty. W związku z czym dominujące latami impulsywne zakupy postanowiono utrzymać innymi sposobami. W końcu tak łatwo jest kupić cokolwiek, płacąc za to komórką.

Podsumowanie

Niniejsza analiza rynkowa dostarcza wnioski, obok których nie można przejść obojętnie. Doświadczamy konkretnej i dającej się odczuć na wielu frontach zmiany postaw zarówno konsumentów, jak i producentów. W ciągu ostatnich dwóch lat pojawiły się nowe, istotne zjawiska, które bardzo dosadnie udowadniają, że polski rynek dogania zachodnie wzorce i za sprawą rozwiązań e-commerce oraz m-commerce rewolucjonizuje nasze standardy zakupowe. Technologia na dobre wtargnęła w nasze zmagania “shoppingowe”. Przyspieszyła i ułatwiła produkcję, ale też dała nieograniczone możliwości sprzedającym do konkurowania o względy klientów. Ci zaś, za sprawą coraz to większej świadomości względem swoich oczekiwań, potrzeb i preferencji stali się bardzo trudnym i nieufnym partnerem. Dowodzą temu: “SMART shopping” oraz efekt ROPO. Kupujemy w sposób bardziej przemyślany niż dotychczas, a nasza ścieżka zakupowa ulega poważnym odchyleniom na rzecz poznania i porównania produktów, którym się interesujemy przed dokonaniem zakupu. Daje to jednoznaczną odpowiedź, że strategie koncentrujące się na zdobywaniu nowych klientów nie mogą nie wziąć już pod uwagę tzw. user experience. Opinia na temat usługi lub produktu, jaką wystawiają jej użytkownicy zadowoleni a bardziej ci niezadowoleni ma obecnie najistotniejszy wpływ na decyzję kolejnych klientów, na tzw. wskaźnik rekomendacji. Bez najmniejszych oporów konsumenci dzielą się w sieci swoimi spostrzeżeniami począwszy od własnej www, przez dedykowane serwisy produktowe, social mediach, a skończywszy na forach dyskusyjnych.

 

Opisaną w raporcie “Analiza rynkowa branży Retail&Fashion w Polsce 2013” sytuację w branży Retail&Fashion najbardziej ukształtowała atmosfera kryzysu, a bardziej implikacje z tego tytułu. Liczne publikacje na ten temat przekonały nas, że owe implikacje wpłyną bardzo poważnie na nasze postawy konsumenckie. Raz zmieniona ścieżka zakupowa, a co za tym idzie dokonana decyzja zakupowa, z każdym kolejnym razem będzie stopniowo budować nowe wzorce, nowe nawyki. Dla przykładu, jeśli efekt kryzysu wpłynął na to, że konsument postanowił za rekomendacją znajomego kupić tańszą ofertę (dres, t-shirt, bluzę i buty do biegania) i wcale nie odczuł gorszej jakości od markowych, zazwyczaj kupowanych produktów, to najprawdopodobniej sam podzieli się tym spostrzeżeniem ze swoimi znajomymi i oczywiście, następnym razem również postanowi zawitać do sklepu z tańszymi odpowiednikami. Ba, być może wypróbuje tę ścieżkę zakupu również na wielu innych produktach, które zamierza kupić, wymienić, etc. Zjawisko to w Polsce staje się coraz bardziej popularne.

 

Ostatnie dwa lata zapoczątkowały nową erę klientocentryzmu. Wszyscy w branży zrozumieliśmy, że nigdy wcześniej konsument nie miał tyle do powiedzenia, nie okazywał tyle zasłużonej wściekłości na profilach społecznościowych i ostentacyjnie nie krytykował tak bardzo nieudanych ofert czy produktów, jak teraz. Jako uczestnicy tej branży musimy zrozumieć, że obecny biznes wymaga coraz większego nakładu pracy, aby uczynić go przejrzystym i w pełni odpowiadającym potrzebom nabywców. Fuszerki konsumenci już nam nie podarują tak łatwo.

Ostatnich kilkanaście miesięcy, jakie upłynęły od pierwszej edycji badań “ShoppingShow “ daje jednoznaczny wyraz temu, że świat przyspieszył co nie miara. Rozwój social mediów, a przez to coraz większa świadomość konsumentów zachęca do bardziej otwartej dyskusji z uczestnikami rynku, jego twórcami oraz nabywcami. Dlatego badania ShoppingShow od tej edycji będą trwać nieprzerwanie. Staną się platformą nie tylko obserwacyjną, co także popularyzującą najważniejsze wnioski, tezy i hipotezy, jakie płynąć będą od firm badawczych oraz samych branżowców. Sami również pokusimy się o sprawdzenie lub skonfrontowanie kilku hipotez związanych z obserwacją zwyczajów zakupowych Polaków Nowego Pokolenia. O czym w szczegółach w kolejnym raporcie cząstkowym, który ukaże się w maju 2013.

 


źródło: Zwyczaje zakupowe Polaków. ShoppingShow - edycja 2013

Inbound marketing w Internecie #8211; skuteczna strategia komunikacji marketingowej

pt., 05/17/2013 - 09:00

Inbound marketing – geneza zjawiska

Inbound marketing zrodził się z przewartościowania klasycznego podejścia do marketingu. Dostrzeżono, że w wielu przypadkach klasyczna reklama oparta na emocjach nie przynosi zamierzonego efektu. Zauważono również, że klienci oczekują od firm i marek czegoś więcej. Jeśli w klasycznym marketingu nacisk jest położony na emocjonalny aspekt perswazji, to w inbound marketingu aspekt informacyjny odgrywa kluczową rolę. Termin ten jest różnie tłumaczony. Marketing przyciągający wydaje się najbardziej właściwym przekładem. Mówiąc krótko, inbound marketing to pewnego rodzaju strategia komunikacji marketingowej, uwzględniająca potrzeby informacyjne klientów, która ma sprawić, że klienci sami odnajdą naszą firmę.

Elementy inbound marketingu w Internecie

Strategia komunikacji marketingowej w Internecie oparta o zasady inbound marketingu składa się z trzech elementów:

  • - aktywnej obecności i promocji firm w serwisach społecznościowych,
  • - optymalizacji strony firmowej pod kątem wyszukiwarek oraz pozycjonowania (SEO),
  • - content marketingu (marketing treści) – publikowania wartościowych i unikalnych treści, które są przydatne internautom.

Idea inbound marketingu zakłada, że przedstawione klientom treści (na stronie i w serwisach społecznościowych), dobrze zoptymalizowane pod kątem wyszukiwarek, skutecznie przyciągną ich do naszej oferty.

Serwisy społecznościowe jako element inbound marketing

Serwisy społecznościowe to ważny element inbound marketingu. Z badań wynika, że klienci oczekują wartościowych treści od firm i marek wykorzystujących serwisy społecznościowe w marketingu, a nie wszelkiego rodzaju humorystycznych kalamburów czy śmiesznych filmików. Ekskluzywność treści, to jedna z najważniejszych zasad, jaka powinna przyświecać firmom przy publikacji contentu na oficjalnych profilach w serwisach społecznościowych. Publikowane treści mają mieć charakter unikalny. To znaczy, że zamieszczonych treści na profilu w serwisie społecznościowym klienci nie znajdą w innym miejscu. Wynika to z faktu, że użytkownik serwisu społecznościowego jest bardzo wymagający. Ponadto firmy w serwisach społecznościowych muszą wykazać się ponadprzeciętną aktywnością. Publikowanie krótkiej notki raz w miesiącu już nie wystarczy.

SEO – element inbound marketingu

Optymalizacja strony firmowej pod kątem wyszukiwarek to kluczowy element w strategii marketingowej firmy opartej o inbound marketing. Działania SEO mają doprowadzić do sytuacji, w której strona będzie widoczna na wysokich pozycjach w wynikach wyszukiwania na frazy związane z profilem działalności firmy. Po prostu, dzięki SEO klientowi będzie łatwiej trafić na daną witrynę WWW. Przy optymalizacji strony oraz wyborze strategii jej linkowania należy trzymać się kilku podstawowych zasad:

  • - publikowane treści na stronie muszą mieć charakter unikalny (nie można kopiować żadnych treści, choćby z innych naszych stron czy blogów),
  • - prawidłowa struktura linków wewnętrznych to pewność, że wszystkie strony zostaną zaindeksowane przez robota Google,
  • - linki zewnętrzne do naszej strony powinny pochodzić z wiarygodnych i wartościowych źródeł (najlepiej ze stron zbliżonych tematycznie do profilu naszej firmy),
  • - czytelny i przejrzysty kod strony (bez nadmiernego używania elementów Flash i JavaScript) to gwarancja nie tylko szybkiego ładowania witryny, ale także poprawnego indeksowania,
  • - dobrze dobrane frazy kluczowe (często wyszukiwane przez internautów) to pewność, że na stronę dotrą internauci, którzy poszukują adekwatnych informacji i produktów.

Content marketing w inbound marketingu

Content marketing to równie istotny element inbound marketingu, co aktywność w serwisach społecznościowych i optymalizacja strony pod kątem wyszukiwarek. Ostatnie zmiany algorytmu wyszukiwarki Google priorytetowo traktują strony, które zawierają wartościowe treści z punktu widzenia internauty. Zmiany te mają nie tylko podnieść jakość wyników wyszukiwania, ale także polepszyć dopasowanie wyników do konkretnych zapytań internautów. Content marketing to działania polegające na oferowaniu klientom treści, które skutecznie przyciągną ich do naszej firmy. W content marketingu najważniejsze jest:

 

- nie ograniczanie się do publikowania informacji w formie tekstowej. Mile widziane (na dodatek cenione przez wyszukiwarki) są wysokiej jakości zdjęcia i filmy, nie tylko o charakterze czysto reklamowym (np. filmy z etapu projektowania czy tworzenia produktu),

 

- umiejętne wyeksponowanie publikowanych treści. Warto stworzyć specjalne zakładki lub podstrony (np. porady praktyczne, nowości branżowe, artykuły eksperckie, itp.), na których publikowane będą wartościowe treści. To ułatwi znalezienie ich przez klientów,

 

- myślenie głównie o internaucie a nie wyszukiwarce przy tworzeniu treści. Nie można tworzyć contentu myśląc tylko o SEO. Internauta musi odczuwać satysfakcję i przyjemność podczas czytania. Sztuczne teksty przygotowane pod promocję w wyszukiwarkach odniosą skutek odwrotny od zamierzonego,

 

- stałe aktualizowanie treści na stronie. Kiedy klient zauważy, że wciąż znajduje na niej nowe treści, będzie chętniej do niej wracał.

 

Podsumowanie

Inbound marketing to strategia komunikacji marketingowej, która w centrum uwagi stawia klienta i jego potrzeby. Stosując inbound marketing możemy nie tylko poszerzyć grupę naszych klientów, ale także wykreować pozytywny wizerunek firmy. Firmy, która traktuje klienta poważnie i z należytym szacunkiem. Stara mu się dostarczyć wiarygodnych informacji o swojej działalności i swoich produktach. Wiele ekspertów uważa, że stosując tylko taką strategię można odnieść sukces w dobie Internetu. Nie pozostaje nic innego, jak się z nimi zgodzić.

 


źródło: Inbound marketing w Internecie #8211; skuteczna strategia komunikacji marketingowej

Rok płatnego urlopu na dziecko

pt., 05/17/2013 - 08:30

 

Dla wszystkich dzieci urodzonych po 1 stycznia 2013 roku

Wprowadzone zmiany zakładają niejednolitość urlopu macierzyńskiego. Na taki urlop będą składać się 3 rodzaje wolnego: podstawowy urlop macierzyński, dodatkowy urlop macierzyński oraz urlop rodzicielski. Pierwszy urlop przysługuje uprawnionym mamom automatycznie, zaś pozostałe dwa wymagają złożenia stosownego wniosku.

 

Rodzice dzieci urodzonych po 1 stycznia 2013 roku będą mogli wykorzystać aż 12 miesięcy płatnego urlopu. W pierwszej kolejności przysługiwać im będzie „ustawowe” 20 tygodni urlopu macierzyńskiego, a następnie 6 tygodni dodatkowego urlopu macierzyńskiego oraz do 26 tygodni urlopu rodzicielskiego.

Z urlopu rodzicielskiego skorzysta mama lub tata

Wysokość wynagrodzenia otrzymywanego przez rodzica w trakcie urlopu uzależniona będzie od momentu podjęcia decyzji o jego wykorzystaniu. Jeśli rodzic od razu zdecyduje się spędzić rok z dzieckiem w domu, otrzyma 80% obecnego wynagrodzenia. 
 Jeśli jednak zechce przedłużyć urlop macierzyński o dodatkowe pół roku, jego pensja wyniesie 60% wysokości. W trakcie podstawowego urlopu macierzyńskiego wysokość wynagrodzenia, tak jak do tej pory, wynosić będzie 100%.

 

Urlop rodzicielski będzie można podzielić na trzy części. Minimalna część nie będzie jednak mogła być krótsza, niż 8 tygodni. Jedynym ograniczeniem do wykorzystania urlopu rodzicielskiego będzie wiek dziecka. Urlop ten trzeba wykorzystać nim dziecko ukończy pierwszy rok życia.

 

Rodzice będą mogli pracować na pół etatu w czasie trwania dodatkowego urlopu macierzyńskiego oraz rodzicielskiego. Otrzymają wówczas połowę zasiłku macierzyńskiego. Pracodawca nie będzie miał jednak obowiązku wyrażenia zgody na łączenie zatrudnienia i opieki nad dzieckiem. Odmowa z jego strony musi jednak zostać przez niego uzasadniona.

Mama – businesswoman też skorzysta

Planowane zmiany w urlopach korzystne będą również dla matek prowadzących działalność gospodarczą. Nowe przepisy zakładają wyliczanie zasiłku macierzyńskiego według podstawy deklarowanych składek na ZUS, które nie są ściśle związane z dochodem osoby samozatrudnionej. Przedsiębiorcy będą mogli wybrać jaką składkę na ZUS chcą odprowadzać.

 

Nowością dla matek samozatrudniających się będzie także możliwość wykorzystania urlopu wychowawczego. Aby skorzystać z tej opcji, nie trzeba już będzie w tym celu zawieszać działalności gospodarczej i tracić w ten sposób stażu emerytalnego oraz ubezpieczenia zdrowotnego.

 


źródło: Rok płatnego urlopu na dziecko

Szczypta wyczucia szklanka treści 100 ml zaskoczenia czyli#8230; przepis na mistrzowską prezentację

pt., 05/17/2013 - 08:00

Podstawowym wyzwaniem dla osoby prezentującej jest więc poznanie samego siebie, zdefiniowanie swoich słabych i mocnych stron oraz określenie predyspozycji. Mechaniczne i nieprzemyślane naśladownictwo innych, fabrykowanie emocji i gestów oraz sztucznie brzmiący sposób wysławiania mogą bowiem przynieść efekt odwrotny do zamierzonego. Aby podnieść swoją wiarygodność oraz uzyskać możliwie najbardziej naturalny i swobodny kontakt z odbiorcą, zaufaj swojej intuicji i wiedzy – zamiast gorsetu szablonowych zachowań i krępującej maski, „przywdziej” samego siebie! Wypracuj własny styl prezentowania i budowania narracji wobec odbiorcy, bądź autentyczny i systematycznie eliminuj indywidualne ograniczenia.

Niebagatelną rolę odgrywa również dobra znajomość odbiorcy przekazu oraz uwzględnienie jego indywidualnych potrzeb – każdy bowiem pragnie być traktowany wyjątkowo. Należy zatem wnikliwie przeanalizować profil klienta oraz dopasować treść prezentacji do jego specyficznych oczekiwań. Trafnie dobrane i umiejętnie przekazane treści są znacznie bardziej skuteczne aniżeli wystandaryzowane szablony. Pozwalają bowiem na uchwycenie kluczowych potrzeb konkretnego odbiorcy, jednocześnie utwierdzając go w przekonaniu o trafności prezentowanej oferty handlowej.

Wisienką na torcie skutecznej i „pełnowartościowej” prezentacji, wieńczącą wszelkie wysiłki prezentera, jest innowacyjne, przystępne i przemyślane przedstawienie wyselekcjonowanych treści. Konieczne jest więc dopasowanie formy prezentacji do zamierzonego celu oraz konsekwentne komunikowanie jasno określonego przekazu. Prezentacja powinna być treściwa, ale dobrze wyważona pod względem ilościowym. Dlatego przygotuj możliwie najmniejszą liczbę slajdów i umieść w nich jedynie kluczowe z punktu widzenia klienta informacje. Stosuj zabiegi zwiększające atrakcyjność prezentacji oraz nadające jej interaktywny charakter, jak choćby intrygujące zdjęcia, sugestywne hasła i zaskakujące porównania. Pozytywnie zaskocz swojego klienta niestandardowym i pełnym inwencji wystąpieniem, które „daje do myślenia” i wzbudza pożądane emocje.

Doskonaląc swój warsztat pamiętaj więc o trzech filarach dobrego wystąpienia – znajomości siebie, klienta oraz obranego celu. Powodzenie prezentacji leży bowiem w Twoich rękach, ale i… umyśle!

 


źródło: Szczypta wyczucia szklanka treści 100 ml zaskoczenia czyli#8230; przepis na mistrzowską prezentację

Masz czas człowieku?

czw., 05/16/2013 - 10:00

Usprawiedliwiamy swoje stwierdzenia na temat ograniczeń czasowych współczesną cywilizacją, pośpiechem, pogonią za pieniędzmi, zaspokajaniem potrzeb, podnoszeniem standardów życia. Tymczasem krytyczne stwierdzenia wobec czasu powodują, że ludzie mają go rzeczywiście mniej. Skracają sobie tym samym świadomość własnego życia, gdyż  zazwyczaj wierzą w to, co mówią, a mówią kategoriami ocen krytycznych. Można powiedzieć, że widzą świat i swoje życie wyłącznie oczami ograniczeń.



Jak, zatem, przeformułować swoje stare osądy na takie, które preferują wewnętrzny rozwój i zewnętrzny sukces? Służą temu ćwiczenia coachingowe, polegające na deklarowaniu i rysowaniu wykresu całego życia. Podstawowym założeniem w coachingu jest przekonanie  o tym, że każdy człowiek ma w sobie wszelkie potrzebne zasoby do zmiany. W związku z tym każdy też jest w stanie otworzyć się na nową świadomość czasu, który pozostaje do jego dyspozycji. Jest to potężna siła niosąca nowe, mocne wartości.

To, jak postrzegamy czas, może się okazać naszym przekleństwem albo błogosławieństwem. Podstawowym pytaniem pozostaje to, co chcesz sam sobie zadeklarować. Możesz „pchać” to swoje życie, rozpamiętując wszystkie przykrości, które Cię po drodze spotykają, narzekając standartowo na brak czasu, umniejszając pewne doświadczenia, lekceważąc je lub chowając urazę w sercu do końca życia. Istnieje też druga droga. Możesz wybrać proste przeramowanie wszystkich swoich przeżyć, wybaczyć i uwolnić się od negatywnych przekonań dotyczących przeszłości, teraźniejszośc i przyszłości. Ta droga to wdzięczność i obietnica doceniania strumienia bezcennych chwil, jakim jest Twoje życie. Przypomnij sobie, ile za niego zapłaciłeś? Ile kosztowała 1 jednostka uczestnictwa życia na giełdzie? A może zakupiłeś je w jakimś promocyjnym pakiecie? Oczywiście, że nie. Życie – to dar dla Ciebie.



Jednym z najpotężniejszych stanów przepływu, jaki może osiągnąć człowiek jest poczucie wdzięczności. Wdzięczność ma niezwykłą moc uwalniania umysłu od poczucia zniechęcenia, frustracji, żalu, poczucia winy, cynizmu, złości. Potrafi przeniknąć we wszystkie obszary naszego życia i dzięki temu jest w stanie uwolnić nas od negatywnych emocji. Używając metafory, możemy powiedzieć, że robi miejsce na radość i nową energię, którą możemy dowolnie i swobodnie dysponować.

Wdzięczność pozwala nam spojrzeć na swoje życie przez pryzmat doceniania go. Samo słowo „docenianie” zawiera wyłącznie wartościowy aspekt treściowy. Istnieje możliwość wypracowania w sobie wdzięczności jako wewnętrznego stylu bycia. Możesz to robić za pomocą wizualizacji, w której dając wyraz uznaniu i wdzięczności, użyjesz jasnych kolorów, wykreujesz świetliste formy, dodasz elementów metaforycznych. Możesz też pokusić się o stworzenie pełnoekranowego filmu wypełnionego pozytywnymi cechami. Ma to naprawdę niezwykłe znaczenie. Docenianie bowiem to forma pozytywnej oceny, nawet tego, co Cię boli, dotyka, wewnętrznie ugniata. Paradoksalnie więc docenianie jest rodzajem oceny, która leczy. Wraz z docenianiem przychodzi otwartość umysłu, która pozwala nam dostrzegać różne rozwiązania, co jest szczególnie przydatne w sytuacjach kryzysowych. Patrząc na nie z innej perspektywy, mamy swobodny dostęp do pogłębionego ich oglądu. Teraz tylko wystarczy spostrzec inspirację, która w sposób naturalny wyłoni się z naszego spokojnego, wdzięcznego wnętrza i rozszerzy naszą percepcję na przyszłość.

Wiesława Krysa -  Coach trener
Szkoła Coachingu Lilianna Kupaj


źródło: Masz czas człowieku?

Sztuka prezentacji

czw., 05/16/2013 - 09:00

Autoportret, czyli kim jestem?

Pierwszorzędnym wyzwaniem dla prezentera jest… poznanie samego siebie. Świadomość własnych atutów i predyspozycji, jak również rażących braków i niedoskonałości pozwala bowiem na dopasowanie formy prezentacji do osobistych „możliwości scenicznych”. Nienaturalne zachowanie oparte o sztywny scenariusz znacznie obniża wiarygodność przekazu i tym samym wywiera negatywny wpływ na percepcję prezentera oraz skuteczność jego wystąpienia.

Portret publiczności, czyli kim jest mój Klient?

Kolejnym kamieniem milowym na drodze do stworzenia prezentacji na mistrzowskim poziomie jest zaznajomienie się z osobą Klienta. Początkowo jest jedynie widzem, lecz w scenie finałowej to właśnie on przejmuje inicjatywę i podejmuje ostateczną decyzję handlową. Rola prezentera sprowadza się więc do umiejętnego odegrania pierwszych partii spektaklu. Stąd strategicznego znaczenia nabiera znajomość Klienta, jego potrzeb handlowych oraz oczekiwań względem samej prezentacji. Wyjątkowe traktowanie, indywidualnie dobrany przekaz oraz niestandardowa forma wystąpienia pozwolą pozytywnie zaskoczyć Klienta, a także ułatwią komunikację handlową.

Porywająca scenografia, czyli jak zbudować prezentację?

Forma prezentacji stanowi dopełnienie wszelkich dążeń „scenicznych” prezentera. Zasadniczą rolę odgrywa prostota przekazu, który powinien być w pełni zrozumiały i możliwie najbardziej przystępny. Niewielka liczba slajdów, intrygujące i sugestywne hasła, zaskakujące porównania, pełne inwencji przykłady oraz estetyczne wizualizacje – oto recepta na ciekawą i barwną prezentację, która z pewnością zapadnie w pamięć nawet najbardziej wymagającej publiczności.

Premiera, czyli… do dzieła!

Prezentacja – choć określona mianem sztuki – nie jest tak zwaną „sztuką dla sztuki”. Ma ściśle określony cel oraz zindywidualizowanego odbiorcę, stąd też nie może stać się szablonowym tworem na wszelkie okazje. Każda kolejna prezentacja powinna być premierą – nowym dziełem prezentera, który doskonaląc swój warsztat wciąż porywa, rozbudza emocje i motywuje Klienta do podjęcia oczekiwanej decyzji handlowej.

Świadomie zwiększaj skuteczność swoich wystąpień i… prezentuj się dobrze!

 


źródło: Sztuka prezentacji

Biznesowe certyfikaty językowe

czw., 05/16/2013 - 08:00

Wbrew pozorom, certyfikatów potwierdzających umiejętności językowe jest bardzo dużo. Ciężko jest także je wartościować, ponieważ odnoszą się do wielu dziedzin i mogą odegrać różną rolę w określonych rejonach świata. Jednak w czasach, gdy znajomość przynajmniej jednego języka obcego jest wspólna dla większości ogłoszeń rekrutacyjnych, warto dobrze wybrać egzaminy, na które firma skieruje pracowników.

Znajomość języka angielskiego w CV wpisuje mnóstwo osób. Niestety, znacznie mniejsza ich liczba może potwierdzić tą znajomość konkretnym certyfikatem. Odgrywają one szczególnie istotną rolę dla osób, które będą pracować za granicą, lub na stałe w swojej pracy mają kontakt z osobami z zagranicy. Ponieważ jednak znacząco różnią się od siebie – decyzja, który egzamin odbyć, albo na który skierować pracowników powinna być przemyślana. Zobaczmy zatem, w czym można wybierać… Zacznijmy od certyfikatów ogólnych.

Certificate in Advanced English (CAE)


Jeden z najpopularniejszych egzaminów językowych. Koncentruje się na codziennej znajomości języka
I świadczy o opanowaniu go w sposób pozwalający na swobodną komunikację z obcokrajowcami. Potwierdzają one kwalifikacje językowe przewodników turystycznych i pilotów wycieczek, a także osób przekwalifikowujących się na nauczycieli.

Certificate of Proficiency in English (CPE)


To zdecydowanie najtrudniejszy z angielskich egzaminów językowych. Wymaga bardzo obszernej znajomości słownictwa, perfekcyjnej znajomości gramatyki i umiejętności rozróżniania niuansów. Jednym słowem egzamin CPE wymaga biegłości językowej przez niektórych nazywanej poziomem rodzimego użytkownika języka angielskiego. W Wielkiej Brytanii i wielu innych krajach egzamin ten jest wymagany przy ubieganiu się przez obcokrajowca o przyjęcie na studia. CPE świadczy o znajomości języka angielskiego wymaganej od pracowników ministerstwa, jest też honorowany przez Urząd Służby Cywilnej. Oba certyfikaty są znane
i stosowane w przemyśle i handlu na całym świecie.

The European Language Certificates (TELC)


Certyfikat ten można uzyskać po zdaniu egzaminu, który sprawdza znajomość języka, kładąc szczególny nacisk na umiejętność porozumiewania się, a nie na znajomość gramatyki. Certyfikaty TELC uwzględniają różne poziomy zaawansowania językowego i w chwili obecnej obejmują dziesięć języków europejskich; Główny nacisk położony jest na wyrobienie kompetencji komunikacyjnych, tak potrzebnych w kontaktach prywatnych czy zawodowych. Dlatego certyfikaty TELC adresowane są nie do lingwistów, lecz do np. inżynierów, techników, urzędników, lekarzy, prawników, ekonomistów, a także studentów kierunków nielingwistycznych.

Egzaminy TELC honorowane są w krajach na terenie całej Unii Europejskiej i poświadczają osiągnięcie wysokiego poziomu sprawności językowej. W Polsce posiadanie certyfikatu TELC jest niezbędne
w ubieganiu się o status Urzędnika Mianowanego, są oficjalnie uznawane przez administrację Rzeczpospolitej Polskiej jako potwierdzenie znajomości języka.

Są też certyfikaty szczególnie ukierunkowane na zastosowanie w biznesie.

TOEIC®


To egzamin sprawdzający znajomość języka angielskiego w środowisku międzynarodowego biznesu. Skupia się na testowaniu biegłości posługiwania się językiem w biurze, podczas spotkań, negocjacji czy podróży służbowych. Zapewnia precyzyjny pomiar umiejętności językowych, w zakresie rozumienia ze słuchu, czytania oraz gramatyki. TOEIC® jest obecnie najbardziej popularnym egzaminem na świecie, wybieranym przez menedżerów ds. zarządzania zasobami ludzkimi, specjalistów ds. rekrutacji, uczelnie państwowe oraz prywatne i administrację państwową.

TFI™


Jest to egzamin sprawdzający znajomość języka francuskiego w środowisku międzynarodowego biznesu. Egzamin ten certyfikuje znajomość języka francuskiego osób, dla których francuski nie jest językiem ojczystym. Sprawdza i potwierdza znajomość języka francuskiego środowisku pracy i życia osób dorosłych, od poziomu początkującego do zaawansowanego – niezależnie od wykonywanego zawodu czy posiadanego wykształcenia.

WiDaF


To egzamin sprawdzający znajomość języka niemieckiego w środowisku międzynarodowego biznesu. Jest przeznaczony do certyfikowania znajomości niemieckiego w biznesie i w codziennym środowisku pracy. WiDaF jest też wykorzystywany przez wiele firm do pomiaru skuteczności szkoleń i selekcji pracowników.

London Chamber of Commerce & Industry (LCCI)


Obejmuje zagadnienia z dziedzin biznesu, począwszy od IT, przez accounting i sektory bardziej wyspecjalizowane jak Secretarial, Administration, Marketing, Management. Kwalifikacje będą honorowane przez pracodawców, ministerstwa, uniwersytety oraz instytucje finansowe na całym świecie.

Business Preliminary, Business Vantage, Business Higher (BEC)


To egzaminy uznawane przez największe firmy na całym świecie. Sprawdzają znajomość języka angielskiego osób posługujących się nim w pracy biurowej oraz w kontaktach międzynarodowych. BEC składa się
z 4 części: czytanie, pisanie, rozumienie ze słuchu, mówienie; Certyfikat BEC jest ważny bezterminowo.

IELTS


Jest międzynarodowym egzaminem sprawdzającym znajomość języka angielskiego na poziomie A2 – C2. Jest wymagany w przypadku chęci podjęcia studiów lub pracy w Australii, Nowej Zelandii i Kanadzie. Jest też uznawany w polskiej służbie cywilnej. Istnieją 2 wersje egzaminów IELTS: ogólny oraz akademicki.

Na koniec warto wspomnieć o jeszcze dwóch certyfikatach:

The International Legal English Certificate (IELC) i Test of Legal English Skills (TOLES)


Sprawdzają one posługiwanie się językiem prawniczym stosowanym w światowym handlu, pisanie oficjalnych listów oraz komunikację przy pomocy poczty elektronicznej, tworzenie dokumentów prawnych, poprawne stosowanie struktur gramatycznych (tylko egzamin TOLES); posługiwanie się językiem negocjacji (tylko egzamin TOLES).

„Informacja o certyfikacie FCE/CAE w CV na pewno skutecznie poszerzy kompetencje pracownika, jako że są to chyba najbardziej rozpoznawalne egzaminy w Polsce i na całym świecie. Należy jednak pamiętać, że dotyczą one angielskiego ogólnego. Jeśli chcemy, aby pracownicy ugruntowali znajomość business English pomoże TOEIC, LCCI lub BEC. Te kursy będą wystarczające, aby odpowiednio wywiązywać się z oczekiwań pracodawcy i swobodnie współpracować z międzynarodowymi partnerami.” – komentuje Katarzyna Różańska-Polakowska agencji translatorskiej Skrivanek.

Jak zatem widać, jest wiele możliwości oficjalnego potwierdzenia znajomości języka obcego. Certyfikatów jest znacznie więcej, tu zostały wyszczególnione najpopularniejsze, cieszące się ugruntowaną renomą w międzynarodowym środowisku biznesowym. Które wybrać? Nie ma jednej odpowiedzi, wszystko zależy od indywidualnych potrzeb i poziomu znajomości języka…

Autor: Katarzyna Różańska-Polakowska, Koordynator Szkoleń Językowych, Skrivanek Sp. z o. o.


źródło: Biznesowe certyfikaty językowe

PRINCE2Ÿ PINO czy PINEAPLE? cz. I

pt., 05/10/2013 - 08:30

W 1979 roku powstała druga wersja metody, ale tym razem została stworzona na zlecenie CCTA, czyli Central Computer and Telecommunications Agency (przekształconej w Office of Government Commerce, która została wchłonięta do Cabinet Office czyli Kancelarii Premiera Wielkiej Brytanii). CCTA było agendą rządu Wielkiej Brytanii odpowiedzialną za wdrażanie projektów teleinformatycznych finansowanych z budżetu państwa. Agencja ta stwierdziła, że wiele projektów, za które była odpowiedzialna, kończyło się spektakularnymi porażkami przekraczając budżet lub/i harmonogram narażając pieniądze podatników na nieefektywność. W związku z tym postanowiła zastosować jedną spójną metodę zarządzania, a jej wybór padł na 2 wersję PROMPT.

 

Akronim PRINCEŸ od PRojects IN Controlled Environments (czyli projekty w środowiskach zarządzanych/sterowanych) pojawił się dopiero w 1989 roku czyli kiedy w Polsce dochodziło do znaczącej zmiany ustrojowej w Wielkiej Brytanii tworzono metodę zarządzania projektami. W pierwszej swojej wersji metoda ta była stosowana tylko do projektów teleinformatycznych. Sam podręcznik składał się z zapakowanych w jedno pudło 5 segregatorów (o czym autor artykułu przekonał się w roku 2008 w Wielkiej Brytanii) przy czym jeden z nich mówił wyłącznie o produktach IT, które w projekcie są wytwarzane.

 

Druga, powstała w 1996 roku wersja metody oznaczona jako PRINCE2Ÿ wprowadziła rewolucyjną zmianę polegającą na tym, że sposób zarządzania projektem został opisany abstrahując od produktów specjalistycznych (będących celem realizacji projektu). W związku z tym można było tą metodę zastosować już do dowolnego typu projektu m.in. budowlanego, restrukturacyjnego, farmaceutycznego itd. a niekoniecznie informatycznego.

 

Metoda, opisana na początku w postaci skryptu, została opublikowana jako podręcznik w 2002 roku, jednak w tej wersji nie został wydany w języku polskim. Pierwsza opublikowana w języku polskim wersja podręcznika „PRINCE2Ÿ Skuteczne Zarządzanie Projektami” pojawiła się dopiero w 2005 roku, a kolejna edycja z 2009 roku obowiązuje do dzisiaj.

 

Ktoś mógłby powiedzieć, że ten dosyć długi wstęp na temat historii PRINCE2Ÿ należałoby pozostawić historykom. Można jednak wyciągnąć z tej historii istotne dla nas wnioski:

 

  1. PRINCE2Ÿ zawiera w sobie co najmniej 34 lata ludzkiego skumulowanego doświadczenia,  jeśli chodzi o zarządzanie projektami – jest to wynik prostego odejmowania od 2009 (ostatnia wersja podręcznika) 1975 (pierwsza wersja PROMPT, na którym została oparta metodyka), chociaż ktoś mógłby zarzucić, że ten kto tworzył PROMPT też musiał mieć sporo doświadczenia w zarządzaniu projektami, żeby taką metodę wyprodukować, więc liczba lat doświadczenia jest znacznie większa niż 34 lata.
  2. PRINCE2Ÿ gromadzi w sobie doświadczenia różnych sektorów publicznego i prywatnego – jego historia zaczyna się od PROMPT stworzonego w firmie komercyjnej, potem PRINCEŸ i PRINCE2Ÿ zdefiniowane na zlecenie CCTA i Office of Government Commerce (OGC), czyli agend rządu Wielkiej Brytanii zarządzających prawami autorskimi do metod, ale we współpracy z praktykami pochodzącymi z sektora prywatnego i publicznego.

Oprócz tych 2 ważnych wniosków po otworzeniu podręcznika na stronie „Podziękowania” można wysnuć jeden bardzo ważny wniosek: „PRINCE2Ÿ nie jest teorią”. W podręczniku znajdziemy bardzo długą listę praktyków zaangażowanych w stworzenie podręcznika z bardzo zróżnicowanych podmiotów. W edycji 2009 w zespole autorskim były osoby m.in. z Fujitsu Siemens, Sun Microsystems, a osób które recenzowały podręcznik jest tak dużo, że nawet trudno byłoby je wymienić. Czyli PRINCE2Ÿ nie został wytworzony w laboratorium i przetestowany na myszkach, żeby go przekazać do użytku ludzi. Metoda została spisana w postaci podręcznika (można by sobie wyobrazić inną formę przekazu), ale przekazuje doświadczenia praktyków jednych praktykom innym praktykom, tak by oni w przyszłości nie musieli popełnić tych samych błędów.

Dlaczego PRINCE2Ÿ jest standardem

Powiedzieliśmy, że PRINCE2Ÿ jest standardem ale pytanie co to oznacza, jeśli chodzi o definicję i co to oznacza dla nas.

Zgodnie z definicją ISO czyli International Organization for Standards standardem nazywamy: „dokumentem zatwierdzonym przez dużą, międzynarodową organizację, którego zastosowania wprowadza maksymalny poziom uporządkowania w danym kontekście”

W takim razie, kto zatwierdza tą metodę, którą nazywamy PRINCE2Ÿ? Od 1979 roku za rozwojem sposobu zarządzania projektami stoi rząd Wielkiej Brytanii. Na okładce ostatniej wersji podręcznika PRINCE2Ÿ zobaczymy dużą okrągłą pieczęć Office of Government Commerce (wchłoniętą ostatnio przez Cabinet Office czyli Kancelarię Premiera Wielkiej Brytanii), która dosyć jednoznacznie potwierdza kto zatwierdził tą metodę do stosowania w sektorze publicznym Wielkiej Brytanii.

 

W latach 70-tych tamtego stulecia powstały już inne standardy zarządzania projektami np. ILO (Międzynarodowa Organizacja Pracy) i UNIDO (Międzynarodowa Organizacja Rozwoju Gospodarczego) tworzyły takie metody do zarządzania projektami przez siebie finansowymi. Nie należy również zapominać o PMBOKŸGuide (Project Management Body of Knowledge Guide) stworzonym w Stanach Zjednoczonych, a ostatnio również międzynarodowo przez PMI (Project Management Institute). Nie mieliśmy jednak nigdy do czynienia z tak rozpowszechnionym standardem.

 

Potęga kolonialna, jaką niewątpliwie była kiedyś Wielka Brytania, włożyła sporo wysiłku żeby zapanować nad światem i nauczyć mieszkańców swoich kolonii języka angielskiego. Przed drugą wojną światową, dzieci w szkołach Wielkiej Brytanii uczono skutecznie, że „Słońce nigdy nie zachodzi nad Brytyjskim Imperium”, co pokazuje jak wielki rynek docelowy (Australia, RPA, Indie, Kanada itd.) stworzono dla angielskich koncepcji. Nie bez wątpienia istotny jest również talent do dobrej organizacji, który pozwolił narodowi brytyjskiemu połowę świata skolonizować.

 

To być może właśnie to powoduje, że PRINCE2Ÿ jest dzisiaj metodą ogólnoświatową (z liczbą ponad 1.000.000 certyfikatów na całym świecie), nauczaną nie tylko w byłych koloniach brytyjskich, ale również przetłumaczoną na języki takie jak: polski, szwedzki, francuski, a lista lokalnych tłumaczeń dalej rośnie.

 

Dlaczego PRINCE2Ÿ jest metodyką

 

Metodyką zgodnie z definicją PWN nazywamy: „zbiór zasad dotyczący wykonywania jakiejś pracy”

 

W przypadku zarządzania projektami mówimy o metodyce zarządzania projektami, czyli parafrazując można by powiedzieć o „zbiorze zasad dotyczącym zarządzania projektami”. Często w kontekście zarządzania projektami mówi się również w Polsce o metodologii zarządzania projektami, co można wyjaśnić kalką z języka angielskiego „project management methodology”. Jednak w języku polskim pojęcie metodologii oznacza (podobnie jak inne wyrazy kończące się w języku polskim na „–ogia”) naukę o metodach, więc w tym przypadku nie będziemy go dalej stosować.

 

Wiedząc czym jest metodyka zarządzania projektami, możemy zadać sobie pytanie: czy możemy ją stworzyć na własne potrzeby? Odpowiedź jest taka, że oczywiście możemy zdefiniować zbiór zasad dotyczących zarządzania projektami na potrzeby np. naszego działu. Problem, który się jednak pojawi będzie taki, że jeżeli inny dział stworzy swoją własną metodykę, to możemy mieć problem w synchronizowaniu ich, a także porozumieniu się pracowników. To samo zjawisko może się pojawić, jeśli stworzymy metodykę na potrzeby naszej organizacji, a inna organizacja będzie miała swoją własną co spowoduje, że obie organizacje będą miały problemy ze zrozumieniem podejścia drugiej strony. Być może właśnie to spowodowało, że jeden z pracowników znanej firmy doradczej powiedział mi kiedyś: „Mamy swoją własną metodykę prowadzenia projektów, ale klienci jej nie rozumieją”. Na taką właśnie okoliczność zdefiniowano PRINCE2Ÿ, który jest nie tylko standardem, ale również metodyką.

 

PRINCE2Ÿ jest również nakazową metodyką zarządzania projektami definiującą procesy (czyli zbiory działań dotyczących zarządzania projektem), tematy (obszary, którymi trzeba się w projekcie zająć), pryncypia (zasady, których trzeba przestrzegać zarządzając projektem), oraz sposób dopasowania PRINCE2Ÿ do konkretnego projektu i jego otoczenia.

Co to znaczy wdrożyć PRINCE2Ÿ

Samodzielne tworzenie metodyki zarządzania projektami od zera, może być zadaniem pracochłonnym, oprócz tego, że możemy nie mieć tyle doświadczenia, by wiedzieć jak uniknąć przyczyn porażek projektów.

 

Tworząc swoją własną metodę zarządzania projektami, możemy skorzystać ze wsparcia opierając metodykę na standardzie (jednocześnie metodyce) zarządzania projektami takim jak PRINCE2Ÿ.

 

Zgodnie z rozdziałem 19 podręcznika metodyki, wdrożenie metodyki polega na:

 

  • · przeszkoleniu pracowników z PRINCE2Ÿ - po to by byli w stanie zrozumieć powód stosowania standardu i mechanizmy nim rządzące, oraz by po szkoleniu na poziomie Practitioner byli w stanie dostosować stosowany standard do swojego projektu,
  • · dostosowaniu procesów PRINCE2Ÿ do procesów organizacji – tak by system zarządzania jakością organizacji uwzględniał, wśród procesów zarządzania organizacją, również procesy zarządzania projektami,
  • · zdefiniowaniu i określeniu nowych ról – tak, by można było je nakładać na istniejące w organizacji stanowiska i funkcje,
  • · zastosowaniu narzędzi zarządzania projektami za pomocą PRINCE2 - narzędzia informatyczne stosowane do harmonogramowania mogą nie wystarczyć, ponieważ tutaj mówimy o zapewnieniu obiegu dokumentów w projekcie, więc warto rozważyć Project in a box, Bug box lub P2 Ware Planner,
  • · stworzenie szablonów dla produktów zarządczych – chociaż dodatek A w podręczniku definiuje zawartość produktów zarządczych konieczne będzie dopasowanie ich do potrzeb organizacji i stosowanego w niej języka,
  • · nadzorze procesów, które zostały zdefiniowane – tak by organizacja nie wróciła do starego sposobu funkcjonowania, ze względu na wygodę poszczególnych pracowników, a nie interes całej organizacji,
  • · określeniu reguł skalowania – to kluczowy element wdrożenia, bo jeśli nie określimy sposobu dostosowania sposobu zarządzania projektem do jego rozmiaru to może się okazać, że projekt mały osoby pracujące w organizacji będą realizowały za pomocą zbyt dużej ilości produktów, co może go opóźnić. Z kolei jeśli będziemy realizować projekt duży ze zbyt małą ilością mechanizmów zarządzania projektami, to stracimy na tym projektem kontrolę.

 

 

Po wykonaniu tych ww. działań w ramach projektu wdrożeniowego, nie należy zapominać, że sposób zarządzania projektem w ramach zdefiniowanej przez nas, dla organizacji, metodyki powinien uwzględniać również możliwość dopasowania sposobu zarządzania do konkretnego projektu.

 


źródło: PRINCE2Ÿ PINO czy PINEAPLE? cz. I

Nowe kary za niewłaściwe gospodarowanie odpadami

pt., 05/10/2013 - 08:00

Kary za nieprzestrzeganie unormowań dotyczących odpadów mają na celu zmniejszenie ich negatywnego wpływu na środowisko naturalne, a tym samym na zdrowie ludzi.

Decyzja o wymierzeniu kary


Decyzję o administracyjnej karze pieniężnej podejmuje właściwy miejscowo Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska, określając w niej rodzaj niedozwolonego działania oraz wysokość kary. Karę w ustalonej wysokości należy wpłacić w terminie 14 dni od dnia, w którym decyzja stała się ostateczna – na rachunek bankowy właściwego Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska. Ostatecznie wpływy z takich kar zasilają Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Wysokość kar


źródło: Nowe kary za niewłaściwe gospodarowanie odpadami

Kiedy umowa outsourcingowa pracuje na zysk firmy?

czw., 05/09/2013 - 09:00

 

Korzyści płynące dla firm z wykorzystania usług outsourcingowych są nie do przecenienia i trudno podważyć ich ekonomiczną zasadność. Firmy, podejmując decyzję o wydelegowaniu pewnych procesów na zewnątrz, muszą jednak mieć świadomość, że od jakości przygotowania warunków współpracy zależą jej efekty, a w rezultacie wspomniane korzyści. Moment podjęcia rozmów z potencjalnym parterem w zakresie outsourcingu to najlepszy i najtrafniejszy moment ustalenia zakresu wzajemnych świadczeń, oczekiwań i warunków rozliczenia efektów pracy. To właśnie na etapie negocjacji warunków umowy outsourcingowej z przyszłym partnerem zewnętrznym firma musi zadbać o jakość i bezpieczeństwo współpracy. Skrupulatne, dokładne i jednoznaczne ujęcie zapisów w umowie będzie procentowało w trakcie współpracy, a dobry merytorycznie dokument zminimalizuje ryzyko trudności z egzekwowaniem od dostawcy usług. Umowa outsourcingowa będzie pracowała na zysk naszej firmy wtedy, gdy nasi klienci zyskają więcej naszej uwagi oraz czasu i nie odczują negatywnie, że zleciliśmy obsługę wybranych procesów biznesowych na zewnątrz.

Jak zagrożenia zamienić w szanse?

Źle skonstruowana umowa outsourcingowa to nie tylko potencjalna utrata reputacji wewnętrznej i zewnętrznej przez firmę, ale przede wszystkim problemy operacyjne i utrudnienie, zamiast ułatwienia codziennej pracy. Szczególną uwagę należy też zwrócić na zabezpieczenie w umowie kwestii bezpieczeństwa informacji, gdyż outsourcing wiąże się często z przekazywaniem wrażliwych danych na zewnątrz firmy w celu: czy to archiwizacji, zarządzania czy przetwarzania. Nietrafna umowa powoduje kaskadowo narastające problemy w realizacji procesów biznesowych w firmie, a w efekcie obniżenie jakości usług firmy, nieosiągnięcie zamierzonych celów oraz – w skrajnym przypadku – uzależnienie od outsourcera i problem w kontroli nad procesami zleconymi na zewnątrz.

 

Mając świadomość zagrożeń płynących z zawarcia niewłaściwego kontraktu, prześledźmy elementy, o których musimy pamiętać, chcąc zabezpieczyć naszą firmę, aby mieć podstawy do egzekwowania od dostawcy usług typu Business Process Outsourcing właściwego wykonywania umowy. Z pomocą przyjdą nam narzędzia do monitorowania i kontroli realizacji umowy na różnych jej etapach: podczas wyboru dostawcy usług, w trakcie trwania umowy i w fazie ostatniej – przedłużenia lub rozwiązania współpracy.

RFP na dostawę usług outsourcingowych

Poprawne wykonanie jakiegokolwiek zadania możliwe jest tylko wtedy, gdy znamy cel tego działania. Cel projektu – np. pozyskanie partnera w zakresie BPO – to pierwszy krok do uzyskania korzyści z późniejszej współpracy. Zapraszając firmy do składania ofert, musimy też określić sposób oraz model realizacji procesów, a także stworzyć listę potencjalnych usługodawców. Zapytanie ofertowe powinniśmy skierować do wyselekcjonowanej, cieszącej się dobrą opinią firmą. Forma zapytania ofertowego powinna umożliwiać w późniejszym okresie łatwe porównanie nadesłanych ofert i wybór tej najkorzystniejszej. W celu poprawnego i jednolitego przekazania informacji o potrzebach i oczekiwaniach naszej firmy warto do zapytania dołączyć tzw. RFP – ustrukturalizowany materiał. Jasno określone i przemyślane kryteria wyboru dostawcy usług outsourcingowych pomogą w podjęciu ostatecznej decyzji o wyborze partnera. Kryteria te powinny wynikać ze struktury zapytania ofertowego i oczekiwań zaprezentowanych w RFP. Kryteria wyboru oferenta zakładać też powinny, ile z ofert przejdzie do etapów spotkań i negocjacji oraz wskazywać na terminy podejmowania decyzji.

Co zawiera dobra umowa outsourcingowa?

Umowa musi odzwierciedlać założenia, w oparciu o które zostały zakończone negocjacje, i posiadać odpowiednią strukturę, np. zapisy ogólne i załączniki. Od momentu podpisania dokument ten będzie podstawą prawną, określającą zasady realizacji kontraktu i będzie stanowił podstawę wszystkich relacji oraz narzędzie komunikacji między firmami.

Struktura umowy powinna uwzględniać:

 

  • Zakres działalności firmy outsourcingowej
  • Wymogi świadczenia usług
  • Wzajemne prawa i obowiązki
  • Zapisy o ochronie informacji poufnych
  • Sposoby kontroli realizacji współpracy
  • Zasady wprowadzenia usprawnień we współpracy

 

Opcje rozwiązania współpracy i szczegółowe zobowiązania podmiotów w takiej sytuacji.

 

Umowa może także określać: SLA (Service Level Agreement), obowiązek przeprowadzenia działań pilotażowych, narzędzia kontroli ze wskazaniem czasu ich zastosowania, rodzaje audytów wraz z harmonogramem ich wdrożenia, plany awaryjne, obowiązki ubezpieczenia usług, np. od odpowiedzialności cywilnej, kary umowne za nienależyte wykonanie umowy czy też szczegółowe wytyczne odnośnie bezpieczeństwa przetwarzania informacji.

 

Współpraca z firmą outsourcingową powinna odbywać się na zasadach wzajemnego zaufania i partnerstwa. W sytuacjach kryzysowych warto jednak mieć w zanadrzu dobrze przygotowaną umowę, która, w razie nieporozumień, będzie podstawą do rozstrzygnięć i oceny wzajemnej współpracy.

 


źródło: Kiedy umowa outsourcingowa pracuje na zysk firmy?

New York Times nie zatrzyma aut elektrycznych

czw., 05/09/2013 - 07:00

 

Kilka tygodni temu dziennikarz The New York Times John M. Broder opublikował tekst, który wywołał medialną burzę. Z jego publikacji wynikało, że zasięg samochodu elektrycznego Tesla Model S jest mniejszy, niż deklaruje producent. Ukazanie się tego artykułu spowodowało spadek wartości firmy produkującej auto o 100 mln USD – stwierdził Elon Musk, miliarder, właściciel Tesla Motors.

 

Artykuł Brodera został opublikowany 8 lutego. Owego dnia papiery Tesla Motors potaniały tylko o pół procenta, a wartość firmy spadła o około 30 mln USD, do około 4,5 mld USD. Jeśli jednak policzymy zmianę ich ceny do końca lutego otrzymamy wówczas spadek o 11,7 %, do 3,98 mld USD, czyli o 540 mln USD. Pokazuje to, jaka jest siła słowa i jak opiniotwórcze media mogą zaszkodzić jednej firmie.

 

Jednak o ile jeden tekst może zaszkodzić jednej firmie, o tyle nie może powstrzymać ogólnorynkowych trendów. W 2012 r. firma General Motors sprzedała 23,461 sztuk auta Chevrolet Volt, o 205 % więcej, niż w 2011 r. W 2013 r. zamierza zwiększyć ich produkcję o 20 %, do 36 tys. sztuk. Nabywcy znaleźli się głównie na rynku amerykańskim.

 

Również na innych kontynentach sprzedaż aut elektrycznych rośnie. W Wielkiej Brytanii zwiększyła się w 2012 r. o blisko 100 %, podczas gdy w przypadku samochodów tradycyjnych tylko o 5,4 %  – podał The Guardian. W lutym tego roku na Wyspach nabywców znalazły 834 samochody tego typu, co oznacza skok sprzedaży o 27 % – podało niedawno Society of Motor Manufacturers and Traders.

 

Według firmy analitycznej Pike Research, w 2012 r. zakupionych zostało na całym świecie 120 tys. pojazdów ekologicznych. Dla producentów takich „wehikułów” jej prognozy wypadły optymistycznie. W latach 2012-2020 średnie roczne tempo wzrostu sprzedaży aut hybrydowych ma wynosić 6 %, a elektrycznych aż 39 %. W największych miastach USA nabywców w tych latach ma znaleźć aż 1,8 mln aut napędzanych prądem. Do 2012 r. po europejskich drogach ma jeździć podobna ilość aut, ale wliczone w to są nie tylko auta elektryczne, ale i hybrydowe. Według Pike Research tylko Wielka Brytania, Niemcy,

 

 

Francja i Włochy mają potencjał do tego, by po ich drogach poruszało się w 2020 r. więcej niż 100 tys. pojazdów elektrycznych.

 

Prawdą jest jednak, że do chwili, by producenci samochodów elektrycznych mogli się cieszyć zyskami droga jest jeszcze daleka. Wspomniana lutowa przecena akcji Tesla Motors nie była tylko i wyłącznie zasługą nieobiektywnego tekstu NYT (CNN Money przeprowadziło bliźniaczy test i wynik był pozytywny). Była głównie efektem opublikowania wyników za 2012 r., które były o wiele gorsze od spodziewanych: firma Elona Muska zanotowała blisko 400 mln USD straty. Dopiero w 2013 r. ma być bliska zeru.

 

Kłody pod nogi rzucił im amerykański rząd, wycofując się ostatnio z projektu dofinansowania zakupu aut elektrycznych. Celem miało być pojawienie się na drogach Ameryki Północnej 1 mln takich pojazdów do końca 2015 r. Przypomnijmy, że dopłata do zakupu aut elektrycznych wspomaga od początku 2011 r. ich sprzedaż w Wielkiej Brytanii.

 

Segment aut elektrycznych i hybrydowych nawet w USA stanowi wciąż niedużą niszę. W 2012 r. w Ameryce sprzedano 14,5 mln nowych aut, z czego 3,3 % (474 tys.) to hybrydy, a tylko 0,1 %  (14,7 tys.) stanowią auta elektryczne.

 


źródło: New York Times nie zatrzyma aut elektrycznych

Logistycy na polskim rynku pracy

czw., 05/09/2013 - 06:00

 

Co trzeci logistyk nie ma wykształcenia kierunkowego

Logistycy w większości znają j. angielski i przynajmniej 1 technikę optymalizacyjną, ponad połowa z nich ma przynajmniej 1 certyfikat

W pracy logistycy cenią stabilność zatrudnienia i work-life balance, a narzekają na wynagrodzenia i możliwości szkolenia.

59% specjalistów i menedżerów z obszaru logistyki planuje zmienić pracę w przeciągu najbliższych miesięcy.

Antal International podczas Kongresu Polskiego Stowarzyszenia Menedżerów Logistyki opublikował wyniki badania „Logistycy w Polsce”. Badanie miało na celu nakreślenie obrazu specjalistów i menedżerów z tego obszaru. Wyniki pozwoliły na opisanie warunków zatrudnienia oferowanym logistykom, a także postaw tej grupy na rynku pracy. Badanie zostało przeprowadzone pod patronatem Polskiego Stowarzyszenia Menedżerów Logistyki.

Logistyka – to przypadek …

Zdecydowana większość respondentów (93%) legitymuje się wykształceniem wyższym. Jednak, aż co trzeci logistyk deklaruje edukację w innym obszarze niż TSL. 43% badanych ma wykształcenie kierunkowe w obszarze TSL, a 32% ukończyło studia podyplomowe na tym kierunku.

 

„Badanie pokazuje, że logistyka jest zawodem interdyscyplinarnym i wykształcenie nie zawsze było kluczem do sukcesu. 10-15 lat temu konkurencja pomiędzy kandydatami w tej branży była mniejsza i logistykom zaczynającym swoją karierę znacznie łatwiej było wejść na rynek pracy. Teraz w umysłach młodych ludzi świadomość złożoności procesów logistycznych i wyzwań, jakie za sobą one niosą jest zdecydowanie wyższa. Przekłada się to na wrost odsetka osób kształcących się w tym kierunku.” – komentuje Fabian Pietras, starszy konsultant Antal Engineering & Operations.

 

Coraz częściej jednak młodzi ludzie stawiają na wykształcenie stricte logistyczne. Według danych GUS w 2009 roku kierunki z obszaru usług transportowych ukończyło ponad 260 tys. studentów. W tym samym roku edukację w tym zakresie rozpoczęło prawie 2 miliony osób.

Co ułatwia karierę w logistyce?

Badani specjaliści i menedżerowie wskazali, jakie znają języki, techniki optymalizacyjne oraz posiadane certyfikaty. Standardem jest znajomość języka angielskiego, a także przynajmniej jednego systemu optymalizacyjnego – najczęściej 5S, który był wykorzystywany podczas prowadzenia projektów przez ponad 80% logistyków. Prawie każdy respondent (91%) w swojej codziennej pracy wykorzystuje program Excel. Ponad połowa (59%) badanych deklaruje też pracę na systemie SAP.

 

„Najczęściej logistycy deklarują posiadanie certyfikatu ADR. Do najbardziej pożądanych przez pracodawców należy Green/Black Belt, którego posiadanie deklaruje tylko 13% respondentów. Ceniony jest również APICS.” – zauważa Konrad Królikowski, starszy konsultant Antal Engineering & Operations.

Plusy i minusy – warunki zatrudnienia logistyków

Do najczęściej satysfakcjonujących warunków zatrudnienia logistyków należy: lokalizacja (75%), stabilność zatrudnienia (58%) oraz work-life balance (48%). Natomiast najczęściej niezadowolenie budzi: wysokość wynagrodzenia (56%), możliwości szkolenia (56%) oraz styl zarządzania i kultura organizacyjna (55%). Warto przyjrzeć się, jak kształtują się nisko oceniane przez logistyków płace.

 

 

Prawie co czwarty badany zarabia pomiędzy 5 000 a 7 000 PLN brutto miesięcznie. Stosunkowo wysoki odsetek respondentów (21%) otrzymuje wynagrodzenie nie przekraczające 5 000 PLN brutto miesięcznie. Zarobki 5% logistyków przekraczają 20 000 PLN brutto miesięcznie.

 

„Wśród osób z obszaru spedycji zarobki największej grupy (43%) nie przekraczają 5 000 PLN brutto miesięcznie. M.in. właśnie dlatego to spedycja należy do najmniej popularnych obszarów wśród logistyków – tylko 18% chciałoby się w nim rozwijać zawodowo.” – zauważa Fabian Pietras, starszy konsultant Antal Engineering & Operations.

 

Do najczęściej gwarantowanych logistykom benefitów należy służbowy laptop i telefon (67%) oraz opieka medyczna (50%). Stosunkowo często logistycy mają do swojej dyspozycji samochód służbowy (42%).

Nieprzywiązani do obecnego miejsca pracy

59% logistyków planuje w przeciągu najbliższych miesięcy zmienić pracę, a 41% wiąże swoje plany rozwoju kariery z obecnym miejscem pracy.

 

„Wyniki badania wskazują, że najbardziej lojalni są pracownicy do 30 roku życia. W momencie kiedy zdobędą już kilka lat doświadczenia zawodowego chętnie podejmują się nowych wyzwań i szukają bardziej atrakcyjnych ofert. Duże zmiany w samych strukturach firm logistycznych wpływają na wysoką rotację, a niepewność na rynku pracy przekłada się na mniejsze związanie logistyków z obecnym miejscem pracy.” – tłumaczy Konrad Królikowski, starszy konsultant Antal Engineering & Operations.

 

Specjaliści i menedżerowie logistyki deklarują też dużą mobilność. Gotowość do relokacji wyraża 87% badanych. Jednak co piąta osoba zdecydowałaby się na relokację tylko w ramach 60 km, zaś 18% respondentów jedynie w granicach Polski. Dla największego odsetka badanych logistyków najbardziej atrakcyjnymi miastami pod kątem relokacji są: Warszawa (45%), Kraków (37%), Wrocław (36%).

 


źródło: Logistycy na polskim rynku pracy

Jak komunikować się z pokoleniem Y?

wt., 05/07/2013 - 09:00

Wiele osób wciąż spiera się o to, czy pokolenie Y w ogóle istnieje, a jeśli tak, to czy znacząco różni się od poprzednich pokoleń. Przyjmuje się, że generacja Y  to osoby z roczników 1980-2000. Wg badań już 25% pracujących osób w USA pochodzi z pokolenia Y. W Polsce bardziej ostrożnie podchodzi się do szacowania obecności osób z tego pokolenia w grupie aktywnej zawodowo. Zmiany ustrojowe i stosunkowo młoda gospodarka wolnorynkowa spowodowały, że zmiany pokoleniowe zachodzą inaczej niż w krajach zachodnich. Mimo to, szacuje się, że już ok. 15-20% osób pracujących można przyporządkować do pokolenia Y. W kolejnych latach grupa ta z pewnością będzie rosnąć, bo na połowę lat 80-tych przypadł w Polsce boom demograficzny.

Charakterystyka pokolenia

Mówi się, że jest to pokolenie klapek i iPhone-ów. Trafne i wiele mówiące porównanie. Klapki symbolizują niechęć młodych do pracy według korporacyjnych, sztywnych etykiet i w zgodzie z dress-codem. iPhone nawiązuje do stylu komunikacji, gdzie liczy się stały dostęp do Internetu, mediów społecznościowych i wszelkich możliwych aplikacji.
Potencjalni pracodawcy obawiają się braku lojalności i wysokich oczekiwań finansowych ze strony Y-greków. Te obawy nie są nieuzasadnione - przedstawiciele młodego pokolenia często zmieniają pracę i nie widzą w tym nic złego. Dodatkowo mają problem z braniem na siebie odpowiedzialności. Może to wynikać z nowego stylu wychowania. Ich rodzice, którzy większość swojego czasu poświęcili na budowaniu kariery, zaprojektowali całe życie również swoim dzieciom. W Stanach Zjednoczonych taki model wychowania nazwano nawet rodzice-helikoptery, którzy krążą nieustannie wokół dziecka i monitorują jego wszelkie działania. Na odpowiedzialne decyzje młodego człowieka w tym modelu nie ma więc już miejsca. Co gorsza, przełożony Y-greka musi zrozumieć, że najpewniej jego młody pracownik jest wyznawcą idei work-life balance, co sprawia, że nie ma ochoty zostawać po godzinach i poświęcać na pracę swojego życia prywatnego.


Ale pokolenie wchodzące coraz szerzej na rynek pracy ma też swoje zalety. Dzięki obcowaniu od dziecka z komputerami i Internetem Y-greki nie mają kłopotów z wykonywaniem wielu zadań w jednym czasie. Są zaznajomieni z najnowszymi technologiami, więc łatwo im przychodzi wyszukiwanie i proponowanie innowacyjnych rozwiązań. Dodatkowo chętnie działają w grupie, a dzięki mediom społecznościowym mają szeroką sieć znajomych, którą potrafią też wykorzystywać w rzeczywistości biznesowej. Człowiek z pokolenia Y jest nastawiony na rozwój i nowe bodźce, nie lubi nudy, więc chętnie podejmuje się nowych wyzwań.

Zarządzanie i komunikacja z Y-grekiem

Przedstawiciele pokolenia Y będą wkrótce stanowić większość wśród osób aktywnych na rynku pracy. Właściciele firm oraz kierownicy wyższego szczebla powinni się więc zastanowić w jaki sposób zagospodarować tak dużą grupę potencjalnych pracowników. Szczególnie specjaliści zajmujący się zasobami ludzkimi i komunikacją będą musieli odpowiedzieć sobie na pytania o to, jak dotrzeć do osób z pokolenia Y, jak nimi zarządzać i jak się z nimi komunikować.


Być może w odpowiedzi na powyższe pytania pomoże kilka sugestii zmian, jakie warto wprowadzić w firmie przyjaznej pokoleniu Y:

  • Zinformatyzuj komunikację
  • Jeżeli w Twojej firmie nie wprowadzono jeszcze mediów społecznościowych do komunikacji, warto się nad tym zastanowić. Komunikatory typu Skype, społecznościowe intranety 2.0, firmowa strona na Facebook’u czy korporacyjne filmy na YouTube coraz częściej stają się normą. Co więcej, przez pokolenie Y narzędzia te nie są już postrzegane jako innowacyjne, ale jako standard. Przy wyborze potencjalnego pracodawcy, mogą oni odrzucać oferty firm, które nie stosują tego typu rozwiązań.
  • Wykorzystaj smartfony
  • Jeżeli Twoi pracownicy mają firmowe smartfony, warto wykorzystać ich możliwości. Osoby pracujące w terenie mają szybszą możliwość odpowiedzi na e-maile i reagowanie na to, co się dzieje w firmie. Firmowe smartfony mogą być też narzędziem do korzystania z intranetu w wersji mobilnej.
  • Stosuj krótkie komunikaty
  • Pamiętaj, że pokolenie Y wyrosło na smsach i krótkich newsach na portalach internetowych. Staraj się więc wysyłać do swoich pracowników informacje w zwięzłej i krótkiej formie. Niektóre firmy zdecydowały wręcz, aby większe bloki informacji wysyłane do pracowników ograniczyć maksymalnie do 500 słów- dłuższych treści i tak nikt nie ma czasu i ochoty czytać.
  • Nastaw się na zadaniowy charakter pracy
  • Być może warto pomyśleć o pracy bardziej jako rozwiązywaniu zadań i realizowaniu celów, a nie siedzeniu w biurze „od 8 do 16”. W zależności od typu pracy można zastosować opcje przychodzenia w różnych godzinach, np. pracownik może rozpocząć pracę między 7 a 11. Kolejne rozwiązanie to wprowadzenie 40-godzinnego tygodnia pracy, ale bez podziału na 8-godzinną pracę każdego dnia- w zależności od potrzeb pracownik jednego dnia jest w firmie np. 10 godzin, a kolejnego 6. Firmy coraz częściej pozwalają też swoim pracownikom na pracę zdalną, np. piątek jest dniem pracy z domu.
  • Bądź szczery, twój pracownik i tak dowie się prawdy
  • Okazuje się, że znaczenie przełożonego jako źródła informacji spada. Jednocześnie wzrasta wiarygodność współpracowników. Dzieje się tak, gdyż  łatwo weryfikować wszelkie informacje poprzez media społecznościowe i Internet.  Przedstawiciel pokolenia Y doceni więc twoją szczerość i partnerskie podejście. Staraj się też budować autorytet na własnej wiedzy i kompetencjach, a nie na władzy wynikającej z wyższego stanowiska czy dłuższego stażu pracy.
  • Daj więcej wolności na poziomie zespołu
  • Staraj się wprowadzić w ramach zespołów zarządzanie przez cele. Wskaż grupie oczekiwania co do całościowej realizacji zadania. To jak zespół będzie się ze sobą komunikował i rozdzielał pracę, będzie zależało od niego. Przedstawiciele pokolenie Y chętnie działają w grupie i lubią, kiedy daje im się pewną wolność w dochodzeniu do rozwiązań i podejmowaniu decyzji.


Ponieważ pokolenie Y dopiero rozpoczęło swój szturm na rynek pracy, tak naprawdę do końca nie wiadomo, jakie zmiany przyniesie tak duża grupa ludzi z nowymi oczekiwaniami w stosunku do zarządzania i komunikacji w firmach. Z pewnością jednak warto wprowadzać nowe rozwiązania i być czujnym na wszelkie sygnały dochodzące od młodych pracowników. W opisie pokolenia Y prawie wszyscy zgadzają się co do jednego – to pokolenie bardzo dynamiczne i skłonne do zmian, również zmian pracodawcy. Przespanie momentu na wprowadzanie innowacji może więc poskutkować odpływem najcenniejszych pracowników do konkurencji.


źródło: Jak komunikować się z pokoleniem Y?

Kredyty konsumenckie pod lupą UOKiK

wt., 05/07/2013 - 08:00
Przedmiot i zakres badania


Efekty kontroli przedsiębiorców udzielających kredytów konsumenckich w 2012 roku zostały zawarte w przynależnym jej raporcie, opublikowanym przez przeprowadzający kontrolę Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). Celem zrealizowanego badania była przede wszystkim analiza stosowanych przez kredytodawców standardów w kontekście ich zgodności ze zmienionymi postanowieniami ustawy o kredycie konsumenckim. Podczas trwania kontroli Urząd sprawdził wyłonionych losowo 31 przedsiębiorców, przy czym analiza wzorców umownych dotyczyła 20 przedsiębiorców: banków (11), parabanków (4) i SKOK-ów (5). Analiza reklam dotyczyła przy tym 16 przedsiębiorców, tj. sześciu banków, dziewięciu parabanków oraz jednego SKOK-u. Zadziwia fakt, że z grona 31 przedsiębiorców oferujących kredyty konsumenckie, zakwestionowano działania stosowane aż przez 28 z nich.

Stwierdzona skala uchybień


Badanie miało na celu zweryfikowanie, czy przedsiębiorcy dostosowali swoje standardy do postanowień zmienionej ustawy o kredycie konsumenckim – UOKiK ocenia, że owszem, w znacznej większości kredytodawcy dostosowali swoje procedury do zmienionych przepisów, jednak jednocześnie Urząd wykazuje listę stwierdzonych podczas kontroli naruszeń. Wśród nich znalazło się m.in. pięć przypadków nieprawidłowości w obszarze niezamieszczania wszystkich obowiązkowych elementów umowy, jeden przypadek naruszenia przepisów dotyczących wypowiedzenia umowy o kredyt odnawialny oraz trzynaście przypadków naruszenia przepisów w kontekście odstąpienia od umowy. Poza praktykami naruszającymi postanowienia ustawy o kredycie konsumenckim, Urząd w dziewięciu przypadkach stwierdził także stosowanie procedur godzących w postanowienia kodeksu cywilnego oraz aż 48 naruszeń powiązanych ze

stosowaniem tzw. praktyk abuzywnych, czyli godzących w zbiorowe interesy konsumentów – do sądu trafi 17 pozwów o uznanie stosowanych zapisów za niedozwolone.

Opłaty, prowizje i reklamy


Zgodnie z ustaleniami UOKiK, najwięcej problemów sprawia kredytodawcom poprawne określenie powodów zmiany oprocentowania oraz warunków zmiany opłat pobieranych od klientów. Przedstawiciele Urzędu stwierdzili jednocześnie, że dotychczas stosowane we wzorach umownych zapisy umożliwiały zmianę kosztów kredytowania zgodnie z uznaniem kredytodawcy – nie określały przyczyn, częstotliwości, ani wysokości podwyżki. Zmiany te mogły następować także w dowolnym momencie trwania umowy. Praktyki związane z nieprecyzyjnym określeniem warunków zmiany oprocentowania lub opłat stosowało 13 kredytodawców.

W trzech przypadkach wątpliwości Urzędu wzbudziły także niekompletne formularze informacyjne, będące dla klientów podstawą do porównania warunków kredytowania oferowanych przez różne instytucje finansowe. Były one niejasne lub nie wskazano w nich wszystkich opłat związanych z finansowaniem. W przypadku dziewięciu kredytodawców wszczęto także postępowanie powiązane z niedostatecznie długim terminem ważności formularza, bowiem w większości tych przypadków obowiązywał on zaledwie jeden dzień.

Poza kontrolą procedur i zapisów, UOKiK zbadał także 17 reklam 16 kredytodawców. Urząd zakwestionował informacje zawarte w 10 reklamach. Kredytodawcy m.in. nie zamieścili w nich wszystkich obowiązkowych danych o kosztach kredytu, wskazywali jedynie wysokość rzeczywistej rocznej stopy oprocentowania lub rat, nie informując już o całkowitej kwocie kredytu do spłaty. Prezes UOKiK wszczęła 7 postępowań w tym zakresie.

Urząd poinformował jednocześnie, że na podstawie informacji rynkowych, swoich doświadczeń oraz skarg zgłaszanych przez klientów instytucji finansowych, wypracował propozycje zmian prawnych, które dotyczyć będą m.in. wskazania minimalnego okresu ważności formularzy informacyjnych oraz ujednolicenia definicji i pojęć stosowanych w przypadku kredytowania.


źródło: Kredyty konsumenckie pod lupą UOKiK

Kosztorysant z prawdziwego zdarzenia

pon., 04/29/2013 - 08:00
Oprogramowanie


Obecnie na rynku znajdziemy kilka naprawdę dobrych programów do kosztorysowania robót budowlanych takich jak ZUZIA, NORMA czy Rodos. Każde z nich to narzędzie w pełni profesjonalne, niezmiernie ułatwiające każdemu z Nas pracę, cechujące się przyjaznym dla użytkownika interfejsem i pozwalające oszczędzić znaczne nakłady czasu. Lecz czy samą zdolność wykorzystywania ich w naszej codziennej pracy można nazwać kosztorysowaniem?

A jeśli to jednak nie umiejętność obsługi programu do kosztorysowania sprawia, że stajemy się kosztorysantem z prawdziwego zdarzenia?

Szkolenia


Pewnie już nie jeden raz słyszeliście, że tylko kilka kliknięć myszą dzieli Was od umiejętności, które inni musieli zdobyć w pocie czoła i to często przez wiele długich lat. Jak na potwierdzenie, w sieci można znaleźć tysiące ogłoszeń, oferujących kursy, które w jeden dzień mają magicznie uczynić z Nas rasowych kosztorysantów i to wszystko za niezbyt wygórowaną cenę. Niestety równie często okazuje się, że szkolenie takie nie uczy niczego więcej jak tylko prostej obsługi programów, a przecież klikać w okienka i przepisywać bezmyślnie pozycje doskonale potraficie… Wiecie już także, że nie o to w tym wszystkim chodzi. Gdzie więc zdobyć wiedzę, która sprawi, że nasze kosztorysy nie będą jedynie wklepywanym na oślep zbiorem cyfr bez większego znaczenia?

Zadaniem szkolenia z zakresu kosztorysowania jest nie tylko nauka na temat zasad działania i obsługi programu. Powinno ono wprowadzić Nas w podstawowe zagadnienia z zakresu kosztorysowania, zapoznawać z elementarnymi terminami ekonomicznymi, technologią dla przykładowych robót oraz co nie mniej ważne zapoznawać z obowiązującymi przepisami prawnymi związanymi z realizacją robót budowlanych. Bez tego żaden kosztorys w dzisiejszej rzeczywistości nie będzie miał racji bytu.



Tak, więc kosztorysant z prawdziwego zdarzenia powinien za równo dysponować odpowiednią wiedzą, która pozwoli na samodzielne kosztorysowanie oraz opracowanie przedmiarów robót, jak i umiejętnością wykorzystywania dostępnych na rynku narzędzi w postaci programów do kosztorysowania, jako nieocenionej pomocy, – lecz tylko pomocy – w codziennej pracy. Dopiero taki zestaw może zapewnić Nam sukces, czego wszystkim niezmiennie życzę.


źródło: Kosztorysant z prawdziwego zdarzenia

Ustawa refundacyjna uniemożliwia informowanie pacjentów o tańszych lekach

pon., 04/29/2013 - 07:00

Założenia opieki farmaceutycznej w Polsce zawiera ustawa o izbach aptekarskich. Zgodnie z jej przepisami, opieka farmaceutyczna jest jedną z usług farmaceutycznych, w którym farmaceuta, współpracując z pacjentem i lekarzem, a w razie potrzeby z przedstawicielami innych zawodów medycznych, czuwa nad prawidłowym przebiegiem farmakoterapii dla uzyskania efektów poprawiających jakość życia pacjenta.

W Polsce to na razie raczkujący program, a jego rozwój utrudniają obowiązujące od ponad roku przepisy dotyczące zakazu reklamowania aptek. Wprowadziła go do Prawa farmaceutycznego ustawa refundacyjna.

– Program opieki farmaceutycznej dalej działa, ale ten zakaz reklamy zepsuł naszą działalność. Dla aptek, które do tej pory uczestniczyły w programie, korzystne było to, że reklamowaliśmy ich udział. Jednak w momencie wejścia w życie ustawy refundacyjnej, czyli 1 stycznia 2012, całą listę aptek, które w nim uczestniczyły musieliśmy zdjąć ze strony internetowej – mówi dr Agnieszka Skowron z Wydziału Farmaceutycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Z powodu zakazu reklamy apteki nie mogą informować pacjentów o tym, że biorą udział w programie opieki farmaceutycznej. W związku z tym pacjenci nie wiedzą, które apteki w nim uczestniczą. Wprawdzie zakaz promowania programu opieki nie wynika wprost z ustawy, ale zarówno inicjatorzy programu, jak i same apteki obawiają się, że np. wywieszenie plakatu informującego o prowadzonej opiece zostanie w ten sposób zinterpretowana. To zaś oznacza możliwość wysokich kar. Obecnie nie jest reklamą apteki jedynie informacja o lokalizacji i godzinach pracy apteki lub punktu aptecznego.

– Poprosiliśmy apteki, żeby te plakaty zostały zdjęte, ponieważ nie mam gwarancji, czy inspektorzy farmaceutyczni nie zinterpretują go jako reklamy działalności apteki – tłumaczy dr Skowron.

Rozwój zahamowany na lata


Zdaniem dr Agnieszki Skowron, skala dostępności opieki farmaceutycznej w Polsce jest ciągle za mała. Obecnie około 70 aptek w Polsce uczestniczy w programie opieki farmaceutycznej.

Obecnie mamy duży problem z pozyskaniem aptek, które robią to zupełnie bezpłatnie, poza tym obawiają się kary – uważa dr Skowron.

Powodów tego jest kilka: zbyt małe zaangażowanie farmaceutów, brak dostępu w niektórych aptekach do narzędzi pomagających dokumentować przebieg farmakoterapii, a także niekorzystne zapisy w polskim prawie. Ustawa refundacyjna wcale rozwoju tego programu nie ułatwi.

– To zdecydowanie nam przesunie w przyszłość myślenie o wprowadzeniu opieki jako powszechnej usługi. Obawiam się, że niestety w ciągu najbliższych dwóch-trzech lat nie będzie to możliwe, a pytanie czy będzie w perspektywie kolejnych dziesięcioleci, jeżeli tego typu zakazy będą podejmowane bez braku jakiejkolwiek pomocy w kierunku rozwijania apteki i ułatwiania farmaceutom tego typu działań – mówi ekspertka z Uniwersytetu Jagiellońskiego. – One są naprawdę trudne i wymagają czasu i ciągłego kształcenia się farmaceutów, po to żeby mieć odpowiednią wiedzę i odpowiednie umiejętności pozwalające im na taka ścisłą współpracę z pacjentem.

Jak podkreśla dr Skowron opieka farmaceutyczna nie ma celu zastąpienie opieki lekarskiej, a jej uzupełnienie.

– Jeżeli farmaceuta wie, co pacjent do tej pory stosował, jakie leki kupował bez recepty, to jest w stanie mu doradzić w sposób rzetelny, czy ten lek, który on planuje teraz kupić, czy lek, który został mu zlecony przez lekarza, jest dla niego najlepszy. Mamy ogromny wybór leków na rynku i to farmaceuci orientują się w tym, który z tych leków powinien pacjent zastosować, i który dla niego będzie najlepszy, czy kombinacja, którą chce zastosować, jest bezpieczna – mówi Agnieszka Skowron.

Korzyści z programu jest wiele


Eksperci podkreślają, że program opieki farmaceutycznej jest przede wszystkim korzystny z punktu widzenia pojedynczego pacjenta. Ale ma też szerszy wymiar społeczny i ekonomiczny.

– Dla pacjenta korzyść jest taka, że może się okazać, że wystarczy, aby kupował połowę leków, które w tej chwili stosuje. Dla społeczeństwa to mogą być realne zyski.  Jak wyliczyli Amerykanie, każdy dolar, który wkładają w tworzenie i prowadzenie opieki farmaceutycznej, to są dwa dolary oszczędności dla systemu opieki zdrowotnej. To są pieniądze, których warto poszukać w naszym systemie – podsumowuje Agnieszka Skowron.

Zgodnie z badaniem przeprowadzonym przez MillwardBrown w marcu br. 76 proc. Polaków uważa, że farmaceuci w aptekach powinni edukować pacjentów w zakresie dbania o zdrowie, a 86 proc. chce otrzymywać więcej informacji na temat leczenia i możliwości zaoszczędzenia na zakupie leków.


źródło: Ustawa refundacyjna uniemożliwia informowanie pacjentów o tańszych lekach

W życiu bogatych pewna jest tylko ich śmierć bo z podatkami sobie jakoś poradzą

pt., 04/26/2013 - 09:00

Termin optymalizacja podatkowa jest znany wszystkim ludziom biznesu jak i  zdecydowanej większości gwiazd sportu. One natomiast mają nie lada problem: nie mogą zakładać spółek, by unikać lub ograniczać wysokość płaconych podatków. –  Sportowcy muszą wykonywać swój zawód osobiście, a nie poprzez firmę. W związku z tym mają też ograniczoną swobodę optymalizacji podatkowej, która w ich wypadku polega w zasadzie na zmianie miejsca rezydencji podatkowej – tłumaczy mecenas Robert Nogacki z Kancelarii Prawnej Skarbiec.

Przykładowo, wedle prawa polskiego - rezydentami podatkowymi Polski są osoby, które posiadają na terenie naszego kraju centrum interesów osobistych lub gospodarczych (ośrodek interesów życiowych) albo przebywają na jego terytorium dłużej niż 183 dni w roku podatkowym.

Przy zachowaniu pewnych warunków rezydencję podatkową można jednak zmienić, nawet na taką, gdzie podatek dochodowy od osób fizycznych w ogóle nie występuje. Chodzi na przykład o Monako. Mecenas Nogacki wskazuje, że jednym z najpopularniejszych sposobów jest zakup nieruchomości położonej na terenie księstwa. –  Nic dziwnego, że znaczny odsetek mieszkańców Monako stanowią właśnie sportowcy oraz gwiazdy kina czy piosenki, a cena metra kwadratowego jest w tym państwie zawrotna – tłumaczy  mecenas Nogacki. Dodatkową zaletą Monako jest jego położenie. Klimat Morza Śródziemnego łatwo polubić. W dodatku państewko to jest uroczo położone i bardzo dobrze skomunikowane z większymi miastami i lotniskiem w Nicei. W lutym tego roku średnia cena metra kwadratowego apartamentu znajdującego się w centrum Monako wynosiła 32 tys. euro, a takiego który jest zlokalizowany poza centrum – około 20 tys. euro.

Jedną z pierwszych gwiazd sportu, które przeprowadziły się do Monako był szwedzki tenisista Bjorn Borg. W Monte Carlo rezydencję ma sporo gwiazd Formuły 1 (z wciąż ścigających się np. Jenson Button, Robert Kubica i Nico Rosberg, a z „emerytowanych” David Coulthhard czy Alex Wurz). Również świat tenisa ma swoich reprezentantów: są nimi między innymi Rafael Nadal i Novak Djokovic.

Jednak na głównego bohatera świata sportu w zakresie optymalizacji podatkowej wyrósł piłkarz David


Beckham. Była gwiazda Manchesteru United i reprezentacji Anglii w ostatnich tygodniach podpisała półroczny kontrakt z klubem Paris Saint-Germain, o czym szeroko pisały polskie media. Ale pominęły o wiele ciekawszy wątek całej sprawy. Otóż Beckham zdecydował, że całą swoją pensję w wysokości 800 tys. euro miesięcznie przekaże na cele dobroczynne. Zrobił tak, by nie trafić pod francuski reżim podatkowy, który w ostatnich kwartałach uległ zaostrzeniu w stosunku do najlepiej zarabiających. Gdyby tak nie uczynił, musiałby od swoich comiesięcznych dochodów zapłacić 75 % podatek. Ze względu na tą morderczą wręcz stawkę dla najlepiej zarabiających z Paryża wyprowadzili się już aktor Gerard Depardieu oraz jeden z najbogatszych ludzi na świecie, właściciel wielu luksusowych marek Bernard Arnault (prezes Louis Vuitton Moet Hennessy).

Beckham nie po raz pierwszy sprytnie radzi sobie z reżimem podatkowym. Gdy w 2003 r. przeszedł do hiszpańskiego Realu Madryt, był jednym z pierwszych, którzy skorzystali z nowej wówczas ulgi podatkowej dla wysoko opłacanych rezydentów. Dzięki niej osoba nie będąca obywatelem Hiszpanii, a „łapiąca się” do najwyższego progu podatkowego, przez pierwsze pięć lat pracy na półwyspie Iberyjskim nie musiała oddawać fiskusowi 43 %. dochodów, a tylko 24 %.

Ulga zwana „prawem Beckhama” od 2012 r. już nie obowiązuje dla obecnie podpisujących kontrakty, ale ma wciąż wielki wpływ na piłkarski rynek transferowy. W ostatnich tygodniach w prasie sportowej głośno było o tym, że obecna gwiazda Realu Madryt Cristiano Ronaldo pogra w tym klubie tylko do 2015 r., ponieważ skończy się jego okres ulgi podatkowej (umowę z klubem Portugalczyk podpisał w 2010 r.). Z kolei negocjacje Realu z Milanem w sprawie transferu Brazylijczyka zwanego Kaka spaliły na panewce, bo zawarł on umowę w 2009 r. i żaden klub nie chce zrekompensować mu potencjalnej straty, którą poniósłby na przenosinach do innej ligi, czyli na utracie ulgi wynikającej z tzw. prawa Beckhama.

Gwiazdy sportu i estrady potrafią więc twardo walczyć o swoje pieniądze. I zazwyczaj robią to skutecznie, nawet pomimo tego, że nie mogą korzystać z dobrodziejstw posiadania własnej firmy. To pokazuje, że każdy problem ma swoje rozwiązanie, a ludzie majętni – jeśli tylko chcą – dokonają skutecznej optymalizacji podatkowej. Parafrazując popularne powiedzenie Beniamina Franklina o jedynych istniejących pewnikach, można napisać: „W życiu bogatych pewna jest tylko ich śmierć, bo z podatkami sobie jakoś poradzą”.


źródło: W życiu bogatych pewna jest tylko ich śmierć bo z podatkami sobie jakoś poradzą

Wszyscy jesteśmy klientami kogoś

pt., 04/26/2013 - 08:30

Przy okazji reagujesz na podpowiedź sprzedawcy, który proponuje gazetę lub coś słodkiego w promocji. Poddajesz się też zbiorowym emocjom zbierając punkty na jednej ze swoich kart lojalnościowych, którą otrzymałeś od banku, firmy odzieżowej, marki paliwowej. W pracy lub w domu sięgasz po “ulubione” strony internetowe, które dostarczają ci wiedzy, informacji, rozrywki, etc. Zapewne jesteś użytkownikiem portali społecznościowych i w między czasie “lukasz” co dzieje się u twoich znajomych. Korzystasz z tych wszystkich dobrodziejstw, bo jedne wydają ci się dostarczać swoje usługi w atrakcyjnej cenie, ofercie, jakości, a inne bo używasz – kupujesz te marki od “zawsze” i tak już jest. Czy zastanawialiście się jak często wkurza was bank lub operator sieci komórkowej? Z moich wszelkich rozmów wynika, że dosyć często, za często. A jednak tylko gartska z nas ma ochotę na zmiany. Tylko nieliczni z nas są na tyle zdeterminowani, aby zamknąć rachunek bankowy i otworzyć go gdzie indziej. To samo tyczy się setek innych produktów, usług, ofert, które każdego dnia “dobrowolnie” wybieramy, kupujemy, konsumujemy.



Wszyscy, bez wyjątku, poddajemy się tym samym regułą rynkowym. Korzystamy i lubimy obcować z tymi produktami lub tymi markami, które zaskarbiły sobie naszą lojalność. Owe ulubione usługi-produkty, etc. są dla nas po prostu z jakiś powodów dopasowane i dlatego ponad 80% codziennych decyzji konsumenckich odbywa się w gronie tych samych miejsc, produktów, marek. Kupujemy tam, gdzie lubimy. Jemy to, co sprawdzone i smaczne a nawet przystępne cenowo. Kupujemy to, co znamy i kojarzymy jako markowe, jakościowe, odpowiednie do naszego gustu, aspiracji, itp.



Patrząc przez pryzmat tych utartych nawyków konsumenckich trzeba się skupić i tym samym podkreślić dwie istotne kwestie, które są mega ważne dla wszystkich tych, którzy zarządzają dzisiaj własnymi markami. Po pierwsze nie powinniśmy zapominać, że w efekcie naszych codziennych wyborów podejmujemy racjonalne i emocjonalne decyzje, na które wpływ ma szereg różnego rodzaju elementów marketingowych. Dlatego powinniśmy w takim samym kontekście myśleć o swoich ofertach, usługach, produktach. One również są nabywane na drodze mikro analiz, dywagacji konsumenckich. Niezależnie od tego czy reprezentujemy firmę sprzątającą, fabrykę lodów, salon samochodowy czy piekarnię niezbędne jest zapewnić swoim klientom odpowiedni komfort zakupów i korzystania z naszej oferty. Dajmy im to samo czego my oczekujemy od setek ofert każdego dnia. Jako przedsiębiorcy – managerowie zbyt często zapominamy, że nasze oferty podlegają tym samym prawom zakupowym. Drugą kwestią jest to, że jeśli planujemy wejść na rynek z nowym produktem lub usługą to będzie się to musiało wiązać ze złamaniem wspomnianych wyżej rutynowych zachowań konsumentów. Dla nich pojawienie się nowej oferty to jeszcze za mało aby odwieść ich od dotychczasowych, codziennych przyzwyczajeń. Trzeba dać im odpowiedni impuls do zmiany. Dlatego nie można nie wziąć pod uwagę takich kwestii, jak:

  • -  komu chcemy odebrać klientów; nie można na to odpowiedzieć bez uprzedniej szczegółowej analizy rynkowej najbliższej konkurencji; trzeba sobie uzmysłowić gdzie są mocne i słabe punkty naszej konkurencji w relacjach z konsumentami
  • -  jak chcemy im odebrać tych klientów / jak chcemy zwrócić ich uwagę na naszą ofertę; w tym przypadku sensownie przeprowadzona analiza zachowań a nawet ścieżki zakupu odda zapewne pole do działania i wskaże możliwości działania;
  • -  jak planujemy utrzymać tych, których uda nam się przekonać do spróbowania /wypróbowania naszej oferty; to o tyle ważna kawestia, że pojedyńczy zakup nie jest jeszcze wygraną walką o względy klienta, bo ci są bardzo ciekawi i w miarę zainteresowani odmianą; ta odmiana będzie tym trwalsza, jeśli faktycznie cały łańcuch wartości, jaki wiąże się z naszą ofertą (cena, dostępność produktu, client service, etc.) będzie przewyższał ofertę konkurencji;




Poza powyższym można, albo nawet powinno się myśleć także o sytuacjach rynkowych  nadzwyczajnych, kiedy to będziemy zmuszeni zbudować – wykreować potrzebę konsumentów lub zmienić ich postawy użytkowania. Dla zobrazowanie tego bardziej zrozumiale weźmy pod uwagę produkt iPad. To swego rodzaju rewolucyjna oferta, której powodzenie sprzedażowe zależało od tego jak mocno przebije się do świadomości konsumentów moda na “touch pady” oraz w jaki sposób będzie faktycznie budowała potrzebę szybkiego korzystania z tego urządzenia. Zmiana postaw konsumenckich zaś to nic innego, jak wykreowanie nowego sposoby użytkowania czy korzystania z danej usługi. Ostatnio całą Polskę ogarnęła mania samoobsługowych myjni samochodowych. Przekłada się to na lawinowe zainteresowanie tą ofertą kierowców. Oczywiście nie zawsze takie manewry zmiany postaw konsumenckich się udają. Za przykład wątpliwego sukcesu może posłużyć Toyota Prius której sprzedaż okazała się kompletną klapą na rynku europejskim, a zwłaszcza w Polsce. Nie udało się namówić konsumentów do zakupu ekologicznego, aczkolwiek zdawałoby się nazbyt zaawansowanego technologicznie samochodu w cenie, co ważne, średniej klasy auta.



Wszyscy jesteśmy klientami kogoś znaczy ni mniej nie więcej tyle, że wszyscy powinniśmy podparywać będąc przedsiębiorcami, managerami specyfikę rynku: jak robią to inni (nasi konkurenci) i dlaczego odnoszą sukcesy; jak kupują konsumenci oraz w jaki sposób zachowują się podczas rozmowy handlowej czy w środowisku sprzedaży. W dobie marketingowej rewolucji, gdzie niemal każdy ma dzisiaj dostęp do informacji i może dowolnie porównywać sobie naszą ofertę do konkurencyjnej, gdzie produktów jest więcej niż sił nabywczych, powinniśmy należycie dbać o każdy najdrobniejszy szczegół mający wpływ na odpowiednie relacje z nabywcami naszych dóbr. Z każdym rokiem będzie się jeszcze trudniej odróżnić i przebić ze swoją ofertą do świadomości rynku. Dlatego skupienie energii przedsiębiorstwa powinno odbywać się w równej mierze na drodze maksymalizacji korzyści z produktu, jak i jego formy sprzedaży. Obecnie liczy się jakość sprzedaży a nie ilość.


źródło: Wszyscy jesteśmy klientami kogoś

Learntainment - neuronauka dla rozwoju kompetencji

czw., 04/25/2013 - 08:00

W planowaniu i realizacji programów rozwoju kompetencji ich autorzy oraz trenerzy muszą brać pod uwagę, co
najmniej trzy kluczowe kwestie determinujące efektywność procesu uczenia się:

  • fakt, że uczący się to osoby dorosłe;
  • fakt, że od około 20 lat na umiejętności percepcji i przetwarzania informacji przez ludzi intensywnie wpływają multimedia;
  • fakt,  że  większość  dorosłych  uczestników  szkoleń  przeszła  przez  fatalny  system  edukacji,  oparty  nauaktywnianiu wyłącznie myślenia liniowego, analitycznego, odtwórczego, związanego z lewą półkulą.

Odpowiedź   na   pytanie:   „Jak   wykorzystać   powyższe   kwestie   dla   podniesienia   skuteczności   procesu
szkoleniowego?”  pozwoli  nam  sformułować  zasady  „drogi  edukacyjnej  dorosłych”  na  początku  XXI  w.  Tak właśnie powstało podejście Learntainment.


Po pierwsze:
Człowiek  dorosły  (tutaj  potencjalny  uczestnik  warsztatów  szkoleniowych),  aby  mógł  efektywnie  się  uczyć,
potrzebuje  silnego  bodźca,  dzięki  któremu  doświadczy  na  poziomie  racjonalnym  i  emocjonalnym,  że  ma  luki kompetencyjne, które uniemożliwiają bądź utrudniają mu skuteczne działania.


Po drugie:
Umysł współczesnego człowieka dorosłego doświadcza pozytywnych i negatywnych skutków rozwijającej się pod wpływem  multimediów  przerzutności  uwagi.  Umysł  współczesnego  dorosłego  w  wieku  od  20-45  lat  pracujeinaczej  niż  pracowały  i  pracują  umysły  poprzednich  pokoleń.  Wydaje  się,  że  wielość,  różnorodność  i fragmentaryzacja  rzeczywistości  stały  się  dla  niego  środowiskiem  naturalnym.  Znakomicie  radzi  sobie  z mnogością i wielokierunkowością impulsów docierających do niego ze świata zewnętrznego. Przyzwyczaił się do nich do tego stopnia, że pozbawiony ich, czuje się nieswojo i dlatego trudno mu zająć się przed dłuższy czas jedną kwestią, trudno koncentrować się długo nad pojedynczym zagadnieniem, trudno długo usiedzieć w jednym miejscu.  „Zdigitalizowani” ludzie  wymagają  nowego podejścia  do  procesu  uczenia,  podejścia,  które  uwzględni przyzwyczajenie do multimediów, okien programów komputerowych, komputerowych programów i gier, otoczenia różnorodnymi źródłami informacji, przyzwyczajenia do Internetu i życia w sieci.


Po trzecie:
System  edukacji  wciąż  wspiera  lewą  półkulę,  ponieważ  polega  głównie  na  użyciu  języka  i  monologu,  a
nauczyciele i wykładowcy  dzielą  zagadnienia  na  logiczne  części  i  sekwencyjnie  prezentują  każde  z  nich.  To podejście  nie  daje  szans  uczącym  się,  aby  zaktywizowali  swój  potencjał  intelektualny.  Produkuje  intelektualne kaleki,  które  działają  odtwórczo.  Można  je  porównać  do  osób  usiłujących  biec  na  jednej  nodze,  drugą  (choć sprawna) trzymają unieruchomioną; inaczej mówiąc doświadczają trudności z twórczym zastosowaniem wiedzy i umiejętności.  Na  tym  polega  jeden  z  głównych  grzechów  systemu  edukacji,  z  którego  wyszli  współcześni specjaliści, menedżerowie, dyrektorzy.


Badania  naukowe  wykazują,  że  mózg pracuje  wielokierunkowo.  Podczas  słuchania,  przyjmowania,  oglądania, doświadczania, przetwarzania informacji i ich przekazywania mózg nie układa informacji w sposób linearny, nietworzy  „list”.  Mózg  przyjmuje  i  przetwarza  informacje  w  całym  mózgu  jednocześnie  w  formie  impulsów elektrycznych  i  reakcji  chemicznych  za  pomocą  neuroprzekaźników,  które  wypuszczane  z  synaps  mają  za zadanie  pobudzać  inne  neurony  we  wszystkich  kierunkach.  Każda  informacja  docierająca  do  mózgu  zostaje pofragmentowana  i  rozesłana  po  całym  mózgu.  Dlatego,  jeśli  zależy  nam na  wykorzystaniu  w  pełni  własnego potencjału intelektualnego, powinniśmy dbać o zrównoważone zaangażowanie obu półkul.


Dotarcie do wiedzy nie stanowi dziś wyzwania. Wyzwaniem staje się szybkie wdrożenie jej w praktykę i twórcze zastosowanie. Wszelkie  metody  szkoleniowe  wspierające  dorosłych  muszą  zatem  odpowiedzieć  na   tę  silną  potrzebępragmatyczną, uwzględnić wielokierunkowość, fragmentaryczność i przerzutność pracy umysłu
oraz dążyć do aktywizacji obu półkul mózgowych.Podejście Learntainment odpowiada na to wyzwanie.
Learntainment  .6   czyli  3  fazy  realizacji  projektu,  3  poziomy  motywujących  celów,  Learning&Entertaining.  To nowoczesne podejście Akademii 6 Stron Sukcesu do procesu uczenia się dorosłych. Learntainment .6 to metoda stworzona w oparciu o wyniki badań w zakresie psychologii i socjologii uczenia się oraz badań nad pracą mózgu.

Łączy  naukę  z  doświadczeniem,  praktyką  i  zabawą,  zapewniając  w  ten  sposób  wysoki poziom  skuteczności procesu uczenia się.
Atuty Learntainment .6:

  • Wyznacza  i  realizuje  cele  na  trzech  poziomach  motywacji    wg  Blooma:  intelektualnym,  emocjonalnym, praktycznym.
  • Równoważy pracę i zaangażowanie obu półkul mózgowych.
  • Aktywizuje w sposób zrównoważony wszystkie kanały percepcji  - wizualny, audio, kinestetyczny (WAK).
  • Łączy solidny wysiłek intelektualny z zabawą.
  • Stymuluje potencjał twórczy.
  • Umożliwia   wprowadzanie   zmian   w   postawach,   czyli   na   poziomie   ludzkiej   psychiki   determinującym zachowania.
  • Pobudza do działań nierutynowych i zachęca do przełamywania status quo.

Podczas godzinnego spotkania uczestnicy zapoznają się w praktyce z nowym podejściem do procesu uczenia
się,  poznają  metody  aktywizacji  całego  potencjału  intelektualnego,  jakim  posługuje  się  Learntainment,  wezmą udział w dobrej zabawie i będą mieli okazję podzielić się wnioskami i odkryciami.

Odpowiedź na pytanie: „Jak wykorzystać powyższe kwestie dla podniesienia skuteczności procesu
szkoleniowego?” pozwoli nam sformułować zasady „drogi edukacyjnej dorosłych” na początku XXI
w.  Tak  właśnie  powstało  podejście  learntainment,  które  jest  jednym  z  wiodących  tematów
wiosennej  edycji  otwartych  seminariów  „Art  of HR”  organizowanych  przez  Altkom  Akademię,  do
udziału w którym już teraz zapraszam:

 


źródło: Learntainment - neuronauka dla rozwoju kompetencji

Złoto coraz mniej przychylne dla jego posiadaczy

czw., 04/25/2013 - 07:00

Obecnie rynek złota zachowuje się dość stabilnie – paradoksalnie utrzymuje swoją wartość, nie tracąc, jednak także nie zyskując na wartości. Niestety, w skali od stycznia tego roku, złoto straciło niecałe 6 %, czyli około stu dolarów na uncji. To jednak wyłącznie kontynuacja tendencji spadkowej, która pojawiła się na rynku złota po szczytowym październiku 2012 r. Od tego czasu kruszec stracił już około 12 %, mało tego, po raz pierwszy od piętnastu lat cena złota spadała w pięciu następujących po sobie miesiącach.

Uncja złota, jeszcze w październiku ubiegłego roku kosztowała blisko 1800 dolarów amerykańskich, podczas gdy jej obecna wartość, to już niecałe 1 600 dolarów. Uwzględnić przy tym należy jednak dwa czynniki. Jest to po pierwsze długotrwała tendencja wzrostowa kruszcu, który zyskiwał na wartości na przestrzeni ostatnich dwunastu lat. Zawahanie rynku może więc mieć charakter przejściowy i stanowić pewnego rodzaju jego odreagowanie po październikowym picku. Co za tym idzie, mimo spadków, kruszec w szerszej – długofalowej perspektywie utrzymać może tendencję wzrostową. Drugim z czynników jest sam rynek. Wspomniane wyżej spadki cen dotyczą kursu złota wyrażonego w dolarach, co nie jest równoznaczne ze spadkami dla wszystkich walut – wartość złota wyrażona w jenach nadal bowiem rośnie.

Wahania kursów


Rynki alternatywne są rynkami kapryśnymi. Udowodniło to zresztą samo złoto, które straciło połowę swojej wartości na przestrzeni lat 1974-1976. Jeśli jednak przyjrzymy się jego kursowi w szerszej perspektywie, tj. na przestrzeni dekady lat 1971-1980, to zauważymy, że mimo wspomnianych spadków, finalnie cena złota poszybowała w tym okresie o setki procent w górę. Ze znaczącymi spadkami mieliśmy także do czynienia stosunkowo niedawno, tj. w roku 2009, kiedy to entuzjazm inwestorów zainteresowanych żółtym kruszcem zmalał tuż po wzrostach, które widoczne były na rynku w roku 2008. Pytanie tylko: czy przy relatywnie podobnej sytuacji, z którą mamy do czynienia obecnie, kurs złota ponownie powróci na ścieżkę wzrostową?

Dwa scenariusze


Co ciekawe, podaż złota spadła w roku 2012 o około 1,4 % rok do roku. Co za tym idzie, nieaktualny staje się argument o nagłym przesyceniu rynku. Scenariuszem o wiele bardziej prawdopodobnym jest według niektórych analityków samo przeszacowanie złota, a jego utrata wartości to po prostu pęknięta bańka inwestycyjna, która wcześniej czy później musiała wyeksploatować swoje możliwości. Możliwym scenariuszem jest także innego rodzaju spekulacja, polegająca na zniechęcaniu rynku i minimalizacji cen złota w celu jego późniejszego zakupu po niskiej cenie. Podobnie spekulacja ta wpłynęłaby poza tym na wartość akcji przedsiębiorstw wydobywających kruszec, które już niedługo mogą być dostępne po zaniżonej cenie.

Kupować czy sprzedawać?


To pytanie każdego inwestora, na które nikt poza nim samym nie jest w stanie odpowiedzieć. Jeśli doszło do pęknięcia bańki spekulacyjnej – cena złota będzie malała na przestrzeni kolejnych miesięcy. Jeśli jednak spekulowano w celu uzyskania niskiej jego ceny, to wzmożone zakupy przy jego wartości min. mogą spowodować spore zwyżki jego kursu sprzedaży. Paradoksalnie, abstrahując od spekulacyjnego charakteru kursu kruszcu, złotu pomóc mogą obecne kłopoty Cypru, nie od dziś wiadomo bowiem, że inwestycje alternatywne mają się tym lepiej, im gorzej ma się tradycyjny rynek finansowy, a ten ma w tej chwili sporo do odreagowania.


źródło: Złoto coraz mniej przychylne dla jego posiadaczy

Strony

Newspaper template for websites