Biznes bez iluzji: Felieton antywyborczy

Ruszyła z kopyta a jednak ospale toczy się w mediach, w remizach i na stadionach tegoroczna kampania wyborcza. Wsłuchuję się niemal każdego dnia w głosy kandydatów do naszego parlamentu - a piszę te słowa na dwa tygodnie przed wyborami - moje rozczarowanie narasta. Obserwuję taniec godowy dwóch liderów największych partii. Zadziwia mnie jak straszą piórka, puszą ogony i rozgrywają jakąś zupełnie niemerytoryczną pyskówkę. Jeden chciałby być adorowany, ale panna z niego szpetna. Drugi adorować nie chce, choć dobrze wie, że w tej batalii nie może swobodnie wybrać przeciwnika. Sztaby wyborcze jak chórki w antycznym teatrze wykonują swoje unisono. My wyborcy uczestniczymy milcząco w tym spektaklu i niechętnie nagradzamy brawami. Pomarzyć tylko możemy o dojrzałej demokracji, gdzie wybory dopingują, mobilizują i inspirują do zmian na lepsze. Nasza demokracja to patologiczna karykatura, a nasza kampania wyborcza to tragikomedia.
Nie, nie poszukuję dla siebie nowego kandydata, poglądy – przynajmniej te gospodarcze – mam od lat ugruntowane i niezmienne. Nie, nie oczekuję fajerwerków – wystarczą mi realizm i konkrety. Marzę o programie wyborczym, w którym kandydaci przestaną obiecywać niemożliwe. Drażnią mnie tanie i zgrane już chwyty: bezpłatna służba zdrowia, darmowa edukacja, zasiłki dla wszystkich, podwyżki dla emerytów, rolników i budżetówki. Irytują mnie natrętne zabiegi partii politycznych o głosy największych grup wyborców i ich z gruntu fałszywe obietnice.
Czekam na deklaracje mądre, prawdziwe i odważne. Czekam na odpowiedzi na pytanie o polską dziurę budżetową i narastający dług publiczny. Czekam na próbę zreformowania polskiego fiskusa. Czekam na pomysł reanimowania polskiego systemu emerytalnego. Czekam na propozycje naprawy polskiego ustroju gospodarczego i politycznego. Czekam na wiele innych ważnych i odważnych decyzji oraz na rozwiązanie najważniejszych narodowych problemów, szczególnie w obliczu kolejnej fali kryzysu.
Czekam, czekam i chyba się nie doczekam. A może wzorem Belgii, kraju, który od blisko półtora roku funkcjonuje bez rządu, poradzimy sobie z wyzwaniami przyszłości bez parlamentu i rządu. Notabene, Belgia zanotowała w ostatnim roku – roku anarchii – najlepsze wyniki gospodarcze ostatniej dekady. Jak widać, społeczeństwo radzi sobie bez rządu, a gospodarka działa na najwyższych obrotach.
PS. Żeby nie pozostawić błędnego wrażenia, informuję, że celem tego felietonu nie jest odwiedzenie wyborców od udziału w wyborach. Felieton ten dedukuję politykom – Panowie! więcej konkretów i odrobinę klasy.
Aneta Zelek
Świat Biznesu nr 9-10 2011



Dodaj komentarz