Na przekór: Zarządzanie ciemnotą

Niniejsze dzieło dedykuję szczególnie miłośnikom serialu „Majka” i światłemu ogółowi.
Moja koncepcja dynastii Kaczyńskich w Polsce, jak się wydaje, stała się już nieaktualna – chociaż istnieje pewna realna szansa jej reaktywacji – gdyby Jarek zechciał i wziął był się do realizacji zaproponowanej dalej receptury.
Szanse te istnieją dzięki metodzie „in vitro”. Jak to się robi pokazuje właśnie serial TVN „Majka”, w całej rozciągłości, w miłych okolicznościach królewskiego grodu Krakowa. Do tego jednak musiałby się zaangażować cały klub poselski PIS, aby przeforsować stosowną ustawę. Jak mniemam dla nich to pikuś. Stąd więc serial „Majka” staje się lekturą uzupełniającą dla moich wiernych czytelników. Do roboty!
Ja zaś, póki co, rozpocznę definiować nową dziedzinę zarządzania, mianowicie „zarządzanie ciemnotą”. Felieton w ten sposób staje się publikacją naukową za 6 punktów, bo odkrywa nowe, dziewicze poniekąd obszary, potężnej dyscypliny jaką jest zarządzanie!
Ciemnota w Polsce ma bogate tradycje i była szczególnie pielęgnowana. Zawdzięczamy to oligarchii świeckiej i duchownej, która jako narzędzie wykorzystywała szlachtę. Mieszczanie nie mieli nic do gadania. Tak więc oligarchia realizowała swój cyniczny i perfidny plan – manipulując szlachecką hołotą. W rezultacie doszło do rozbiorów Polski. I rzeczywiście trzeba było c u d u, aby Polska się odrodziła. Szlachta ginęła w powstaniach i jeździła na Sybir i na emigrację – a jedyne wygrane powstanie zrealizowali mieszczanie – Poznaniacy. Dlatego cały naród ich szczerze nie znosi.
Celem zarządzania ciemnotą jest cyniczne realizowanie celów politycznych, a narzędziem jest bezczelne kłamstwo, insynuacja i środki nadzwyczajne. Jasne też, że sprawującym i wykorzystującym zarządzanie ciemnotą jest maksymalizacja (liczebności) ciemnoty, tak aby w wyniku manipulacji „ciemny lud to kupił”.
Ważna funkcja zarządzania ciemnotą to zacieranie śladów historycznych. Tą metodą posługiwał się np. Soso Dżugaszwili pseudo Stalin, który wybił tzw. starych bolszewików i marszałka Tuchaczewskiego – jako niewygodnych świadków „prawdy”. W podobny sposób pewien malarz pokojowy… załatwił swoich kumpli.
A u nas? Mechanizm ten sam – trzeba zwalić z pomnika Wałęsę, upaprać w błocie ludzi szlachetnych (Mazowieckiego, Geremka, Krzywonos, i innych), aby wstawić na pomnik… swojego bożka.
Ja jestem już poniekąd wiekowym profesorem (tu mrugam i kokietuję czytelników), ale myślę że pojawią się epigoni, którzy pójdą moim śladem i będą kontynuować dzieło tworzenia dyscypliny zarządzania ciemnotą…
Wojciech Olejniczak
Świat Biznesu nr 9-10 2010



Dodaj komentarz